Miesięczne archiwum: Wrzesień 2011

CHCEMY CIEPŁEJ WODY„ZA DARMO”

Wbrew lobby energetycznemu, obecnemu także w Sejmie

Wielkim dobrodziejstwem Rzeszowa jest nowoczesny system ciepłowniczy doprowadzający ciepło do naszych mieszkań. Administratorem systemu jest miejska spółka MPEC, nastawiona na osiągnięcie określonego celu (to podobna zasada jak w spółdzielni) – czyli sprawne i tanie rozprowadzenie ciepła zakupionego w Elektrociepłowni Załęże i Elektrociepłowni Fenici (WSK). Podkreślam z mocą – rzeszowski MPEC, pozostając właścicielsko w strukturach miasta, na pierwszym planie stawia sobie osiągnięcie celu, jakim jest dostarczenie ciepła do naszych mieszkań, a nie osiągnięcie zysku. To w odróżnieniu od PEC-ów w Polsce, które zostały sprzedane kapitałowi obcemu (Mielec, Bytom, Warszawa). Jako dystrybutor Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej w Rzeszowie uzależnione jest od ciepła zakupionego od Fenice i EC Załęże. Obie elektrociepłownie są kapitałowo poza zasięgiem miasta, zatem ceny dostarczanego ciepła są przez nie dyktowane. Oczywiście pod nadzorem Urzędu Regulacji Energetyki z Krakowa.

Ciepło powstaje jako produkt uboczny pod czas produkcji energii elektrycznej, która jest wytwarzana przez okrągły rok. Zatem można stwierdzić, że tylko część ciepła wykorzystywana jest efektywnie i to jedynie w porze ogrzewania naszych mieszkań.

Elementem ceny ciepła jest tzw. moc zamówiona – czyli, obrazowo mówiąc, zapewnienie stałej maksymalnej ilości ciepła wg wyliczeń na czas minimalnej temperatury (minus 20 st. C). Logicznie rozumując, w okresie letnim EC Załęże nie ma co z ciepłem zrobić, które jednak ciągle powstaje jako produkt uboczny przy produkcji prądu. Część mieszkańców Rzeszowa (bo nie wszyscy mają odpowiednią instalację) pozyskuje ciepło do celów bytowych, podgrzewając wodę w piecykach i zużywając przy tym drogi i niebezpieczny w eksploatacji gaz.Notabene takie rozwiązanie w nowo budowanych blokach jest słusznie zabronione powyżej IV kondygnacji.

Proponuję zatem (nie wiem jak to wymusić od lobby energetycznego), aby w okresie letnim EC Załęże nie doliczała za ciepło do celów użytkowych (podgrzewania wody) elementu tzw. mocy zamówionej i ceny ciepła, bo przecież i tak ciepło z elektrociepłowni „idzie w atmosferę”. Szczególnie jest to widoczne ze „wzgórza zadumy” jakim jest cmentarz na Wilkowyi. Ten nadmiar ciepła bezpowrotnie traconego, powinno się
spożytkować, budując aquapark. Wiem, że pojawią się głosy oburzenia ze strony lobby energetycznego (tak bardzo mocnego w obecnym Sejmie), ale jest „zasiana sprawa”.

Oczywiście nie ma nic za darmo, bo przecież MPEC swój system cieplny eksploatuje cały rok. Mnie chodzi o cenę ciepła użytkowego i mocy zamówionej poza sezonem grzewczym. Asumptem do przedłożenia tej propozycji była żywiołowa dyskusja, jaką odbyłem z ważnym przedstawicielem EC Załęże. Na moje opowieści o funkcjonowaniu największej instalacji solarnej Rzeszowie, czyli na naszym bloku spółdzielczym przy ul. Króla Augusta 29, stwierdził on, że gdyby takie instalacje powstały powszechnie, to oni dadzą ciepło za darmo, czyli przedsięwzięcie nie będzie sensowne.

To dajcie to ciepło za darmo w lecie i będzie w porządku, bo nie musimy wtedy zbędnie inwestować w solary.

Zostaje tylko kwestia wynegocjowania szczegółów. Nie będzie to proste, gdyż lobby energetyczne to potęga, zwłaszcza w Sejmie. W dobie eksploatowania tematyki ekologicznej byłby to prawdziwy wkład w racjonalizację zużycia energii. w solary.

Edward SŁUPEK

WSTRZYMAĆ BUDOWĘ KŁADKI !!!

Apel przed wyborami parlamentarnymi

Znowu jesteśmy w okresie stanu nadzwyczajnego, jakimi są wybory do polskiego parlamentu. Obietnice, obiecanki przymilanie się polityków do społeczeństwa, aby zdobyć upragniony głos i elekcję. Po miesiącach budowania atmosfery jak w sensacyjnym filmie, ogłosił Pan, że po niespełna rok od ponownego wyboru na prezydenta Rzeszowa, chce Pan zostać senatorem Rzeczpospolitej. Tylko podziwiać siłę i determinację bycia w ciągłej kampanii wyborczej.

Ludzie są skołowani. Jak się zachować, aby nie zrobić Panu krzywdy. Bo jeśli zostanie Pan wybrany senatorem i przyjmie ten zaszczyt, to zawiedzie rzeszowian, którzy ogromnie cenią Pana zdolności w kierowaniu miastem.

Swoim gorliwym zwolennikom sprawił Pan decyzją kandydowania do Senatu niewyobrażalne katusze. Jeszcze gorzej mają oponenci i zaciekli wrogowie polityczni, bo zwyczajnie jest Pan fajnym facetem. Z jednej strony chcieliby Panu przyłożyć i wyzbyć prezydentury Rzeszowa, z drugiej zaś są konsekwentnie przeciw osobowości Ferenca jako przyszłego senatora. Oponenci, jak i nierzadko dwulicowi zwolennicy czekający na Pańskie odejście, mają zapewne już upatrzonego kandydata na fotel prezydencki w ratuszu. Konfuzja w jakiej znaleźli się jedni i drudzy jest nie do pozazdroszczenia!

Toczy się także w Rzeszowie namiętna dyskusja, określana mianem „kładki Ferenca”. Chodzi oczywiście o budowę kładki dla pieszych nieopodal Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego w formie pierścienia usytuowanego ponad aleją Piłsudskiego, co pozwoli zlikwidować przejście dla pieszych w tym miejscu, blokujące ruch samochodów. Inwestycja ma kosztować 12,2 mln zł. Przypomnę, że ponad 5 lat temu opisywałem na tych łamach potrzebę budowy przejścia podziemnego naprzeciw urzędu wojewódzkiego, z usytuowaniem pod ziemią części handlowej.

Przytoczyć można inne argumenty przeciwko forsowanej przez Pana inwestycji. Wielu specjalistów uważa bowiem, że kładka nie tylko nie będzie przydatna w zapowiadanej funkcji, ale przyniesie również sporo problemów, chociażby w utrzymaniu jej w należytym stanie podczas zimy. Zważyć należy, że „wyniesienie” kładki spowoduje swoiste „zapadnięcie” się zabytkowego gmachu urzędu wojewódzkiego, jak to ma już miejsce od strony kościoła i klasztoru bernardynów po wybudowaniu kontrowersyjnego parkingu. Padają również pomówienia, że celowo zamierza Pan skierować strumień przechodniów wprost do drzwi galerii handlowej Europa ze względu na różne powiązania ze światem biznesu.

Najlepiej zatem decyzję o budowie kontrowersyjnej kładki odłożyć na czas powyborczy. Wtedy uniknie Pan wielu zarzutów godzących w czystość intencji, a z drugiej strony pozostawi wolną rękę swojemu ewentualnemu następcy. W to miejsce proponuję rozpoczęcie prac koncepcyjno-projektowych budowy mostu – tzw. Wisłokostrady – łączącego al. Rejtana z ul. Ciepłowniczą. Powstanie w ten sposób oś Rzeszowa rzeczywiście usprawniająca ruch w mieście. Oczywiście wzorem swoich poprzedników – bo tak to bywa w życiu samorządowym i gospodarczym, że nie zawsze ten zbiera, który sieje – przygotowaną w formie planów myśl i koncepcję rozwoju zostawia się swoim następcom, którzy ewentualnie ją zrealizują i przypiszą sobie.

Przy okazji proszę o załatwienie wołającej o pomstę sprawy przekazania w dowolnej formie naszej Spółdzielni Zodiak 30 centymetrów kwadratowych gruntu /sic!/ na budowanym osiedlu Staromieście Ogrody, co pozwoli 74 przyszłym młodym rodzinom uzyskać kredyt na mieszkanie i akt własności (budynki są już do zasiedlenia). Oczywiście za godziwą cenę. Po prostu wstyd, że ta sprawa nie jest ciągle załatwiona. Wrażliwość Pana, jako byłego prezesa spółdzielni mieszkaniowej, powinna zobowiązywać.

Sądzę, że przed wyborami należałoby zwyczajnie załatwić szereg drobnych, nie kontrowersyjnych spraw, nieobciążających następców.

Na koniec serdecznie pozdrawiam Pana Prezydenta, życząc sukcesu wyborczego, cokolwiek będzie on oznaczał dla tych, którzy w głosowaniu pozostaną rozdarci wewnętrznie, czy powierzyć Panu mandat senatorski.

Pozostający w konfuzji, mieszkaniec pięknego, także za Pańską sprawą, Rzeszowa.

Edward SŁUPEK

W obronie przed zamachem na spółdzielczość

Przez minione 20 lat byliśmy świadkami poniżania spółdzielczej formy gospodarowania przez polski Sejm. Przyczyną takiej sytuacji był brak w Sejmie reprezentacji spółdzielców, których liczba jest szacowana w Polsce na osiem milionów w 16 branżach. Najbardziej poniżana była branża mieszkaniowa przez reformatorów z Platformy Obywatelskiej, która poprzez panią poseł Lidię Staroń jako wykonawczynię woli szefa Platformy, czyli premiera Donalda Tuska, inicjowała ustawę mającą w konsekwencji wymazać spółdzielczą formę gospodarowania.

Przez lata w dawnym układzie byliśmy gospodarczowykorzystywani dla różnych potrzeb, bo to było łatwe. Wysiłkiem całej społeczności spółdzielczej wypracowaliśmy potężny majątek, który nam służy, a którego nie da się bez woli Sejmu zagrabić jako dobra wspólnego. Reformatorzy z Platformy różnymi zabiegami hasłowymi, że np. małe jest piękne, chcą sprawić, aby nasz majątek dostał się w ręce rekinów finansowych poprzez prywatyzację spółdzielczości. Oszczercza propaganda raz to obrzuca błotem zarządy spółdzielni, raz mami, że np. małe wspólnoty mieszkaniowe są w stanie efektywnie gospodarować. Jest to teza bałamutna, której nie zamierzam rozwijać, bo brak kapitału jest zaprzeczeniem możliwości rozwoju. Organizmy gospodarcze w kryzysie łączą się, a my, czyli spółdzielczość, mamy się rozczłonkowywać?

Historycznie przypomnę, że spółdzielnie powstały jako forma obrony społeczeństwa w XIX w. i w okresie międzywojennym przed wyzyskiem przez kapitał obcy i rodzimy. Jako ciekawostkę podaję, że statuty spółdzielni, np. Społem, powstałych w latach 30., miały zapisaną jako cel działania obronę członków przed lichwiarskim handlem żydowskim. Nie jest to wypowiedź antysemity tylko historyczny fakt. Nie jestem antysemitą, a wręcz jestem pod dużym wrażeniem tego narodu, co nie oznacza braku chęci podjęcia rękawicy rywalizacji gospodarczej i obrony przed obcymi, mającymi zrobić na nas interes. Nie odpowiada mi wolność gospodarcza w administracyjnej likwidacji polskiej spółdzielczości w wydaniu Platformy Obywatelskiej.

Innym przykładem, już z rodzinnym wątkiem, była relacja i przykład mojego śp. Taty , który był z kolegami w okresie biedy międzywojennej organizatorem spółdzielni GS jako antidotum na bezwzględny handel żydowski. Była to na terenie wsi organizacja patriotyczna oraz gospodarcza. Obecna spółdzielczość polska to 300 tys. miejsc pracy i potężne możliwości rozwoju, szczególnie w rolnictwie, gdzie powinniśmy stać się rolniczą potęga w Europie. Naturalny tutaj staje się spółdzielczy sposób gospodarowania, bo tak działa cała stara Europa, którą możemy dogonić, przenosząc na nasz polski grunt ich wspólne spółdzielcze formy działania. Pozytywnym przykładem możliwości spółdzielni jest nasza Spółdzielnia Zodiak oraz PSS Społem w Rzeszowie, gdzie osiągnęliśmy wspólny cel w postaci nowoczesnego marketu osiedlowego i placówki kulturalno-szkoleniowej Zodiak przy ul. Mieszka I w Rzeszowie, przy skrzyżowaniu z aleją Niepodległości. Spółdzielczość to też jedyna polska już bankowość, bo reszta banków to kapitał obcy. SKOKI to też spółdzielczość będąca solą w oku reformatorów z Platformy.

Jakoś tak się składa, że zamachy na ogródki działkowe i na spółdzielczą własność – to próby rozbicia i zniszczenia wszystkiego, co jest dobrze zorganizowane i do czego nikt nie dokłada, a w dodatku ma ogromny zasięg społeczny. W zamierzeniu reformatorów jest także prywatyzacja polskich lasów (PGL Lasy Państwowe), co jest dla mnie zamachem na pierwiastek wspólny, narodowy. Zamach na spółdzielczość mieszkaniową jest obawą przed naszym przebudzeniem, gdy zostaniemy potraktowani podatkiem katastralnym od naszych mieszkań i lokali. Jako spółdzielcy stanowimy względnie zorganizowaną siłę, która jest zagrożeniem dla niecnych poczynań władzy. Potężne organizmy energetyczne, które zostały sprzedane w obce ręce, obawiają się również naszego sprzeciwu przed zamierzonymi podwyżkami cen energii. Przy okazji, niepokoi sprzedaż firm dystrybucji ciepła w Mielcu oraz w Warszawie obcemu kapitałowi. Uważam to za patologię gospodarczą, ale gdy się te przedsiębiorstwa już sprzedało, rażą teraz duże podmioty konsumujące energię, jakimi są spółdzielnie, które mogą podjąć obronę przed dystrybutorami drogiej energii cieplnej.

Przykładów zamachu na spółdzielczość i wykorzystywanie nas gospodarczo jest bez liku, a ukryte zamiary mają doprowadzić do unicestwienia nas. Antidotum na to zagrożenie może być stosowna reprezentacja spółdzielców w naszym Sejmie. Stąd też moje startowanie z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego, co traktuję jako powinność wobec spółdzielczości. Jest to wątek gospodarczy co z mocą podkreślam. Jest mi blisko do PSL, jak też i całej spółdzielczości w różnych jej odmianach, bo tylko w programie tej partii odnajduję przykłady popierania spółdzielczej formy gospodarowania. Z determinacją proszę, aby PSL o tym przypominało. Liczę na poparcie spółdzielczości różnych branż, choćby i mleczarskiej, o niezwykłej historii w naszym regionie, gdzie obserwuje się zabiegi kapitałowe, aby ją zawłaszczyć. Wątkiem niebagatelnym jest moje pochodzenie wiejskie, z pięknej gminy Hyżne, gdzie wielu mi podobnych czuje się emigrantami stamtąd, a którzy to po II wojnie światowej współtworzyli z małej mieściny duży Rzeszów z aspiracjami. Powściągliwa kultura, którą przywieźliśmy do Rzeszowa z naszych wsi i miasteczek dorastania, stanowi dziś siłę Rzeszowa. Nie bez znaczenia pozostaje powinność nasza wobec miejsc, skąd wyszliśmy. Taka emigracyjno-sentymentalna relacja z możliwością wspólnego działania. Przesłaniem mojego wywodu jest głosowanie na kandydatów na posłów reprezentujących wątek spółdzielczy, bo żywotne interesy wielu z nas są zagrożone. Głosowanie na swoich to elementarny odruch obronny społeczności. Nie mając w organie władzy, jakim jest Sejm, przedstawicieli życia gospodarczego, tylko zwykłych polityków i politykierów nie zadbamy o nasze spółdzielcze interesy.

Spółdzielczość jest neutralna politycznie poprzez wyrażanie przez spółdzielców różnych idei. Nie jesteśmy jednakże obojętni gospodarczo. Zadbajmy o reprezentację w Sejmie naszych gospodarczych przedstawicieli, w tym przypadku obrońców spółdzielczości. Może w przyszłości trzeba będzie bronić interesów innych społeczności. Teraz spółdzielczość, potem lasy i działkowcy, wszystko co jest zorganizowane, stanowi ewentualne zagrożenie dla dyktatu kapitału. Nie dajmy się zatomizować, brońmy zasad polityki społecznej jako solidaryzmu społecznego.

Edward SŁUPEK,

prezes zarządu Spółdzielni Zodiak w Rzeszowie i członek
Krajowej Rady Spółdzielczej, naczelnego organu samorządu
spółdzielczego w Polsce

 

Niecne praktyki polityków Platformy Obywatelskiej

Zbliżają się wybory parlamentarne, więc posłowie PO chcą zabłysnąć, poprzez narzucenie środowisku spółdzielczemu ustawy, która praktycznie zlikwiduje tę formę działalności gospodarczej. Platforma ma problem ze spółdzielniami, aby były na usługach polityków, aby były kołem zębatym w aparacie ideologicznego obrabiania społeczeństwa. Polska spółdzielczość to ponad 140 lat tradycji gospodarczej w 16 zakresach: od Cepelii, poprzez bankowość spółdzielczą, rolniczą, a na największej spółdzielczości mieszkaniowej kończąc. Ciężko mi zrozumieć, jaka jest przyczyna zniweczenia spółdzielczości, ale podejrzewam, że chodzi o zamysł wepchnięcia jej w łapy swojaków, bo nie starcza stanowisk dla różnego autoramentu polityków, którzy nie „załapali” się w wyborach.

Spółdzielnia to grupowa własność prywatna, której celem jest zaspokajanie potrzeb spółdzielców, gdzie zasadą jest jednako ważny każdy głos członka. Spółki, które mają zawładnąć tym, co dotychczas robią spółdzielnie, nastawione są na osiąganie i maksymalizację zysków. Działająca spółdzielczość jest solą w oku liberałów, nie pasuje do ich pojęcia gospodarki wolnorynkowej. Głównym ich wrogiem jest mi bliska spółdzielczość mieszkaniowa, która zmasowaną propagandą została prawie wyrugowana z rynku budowy mieszkań. Lepiej czy gorzej, ale na pewno bezpieczniej jest budować i nabywać mieszkanie w systemie spółdzielczym. Przewrotnie powiem, że spółdzielnia nawet popełniając błędy w procesie budowania, zawsze z mozołem je naprawi, bo istnieje i zarządza. W systemie deweloperskim bywa różnie, o czym donoszą media, nieprzyzwoicie często.

Projekty ustaw mające zniweczyć spółdzielczość, co rusz są procedowane w Sejmie z inicjatywy Platformy. Ich jakości merytorycznej nie ma co omawiać, gdyż mają tylko wydźwięk polityczny. Spółdzielcy wiosną złożyli swój projekt ustawy spółdzielczej z 200 tysiącami podpisów poparcia, ale Sejm projekt odrzucił. Zamysłem podstawowym reformy prawa w wydaniu Platformy jest m.in. możliwość przekształcania spółdzielni w spółki kapitałowe. Proponują także państwowy nadzór spółdzielni w formie lustracji, co przy majątku prywatnym spółdzielców stanowi absurd konstytucyjny.

Aby zaprotestować przeciwko tym zapędom, 18 czerwca br. odbyło się w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie Ogólnopolskie Forum Spółdzielcze, którego celem było zamanifestowanie innego sposobu rozumienia problemów perspektyw spółdzielczości. Przybyli przedstawiciele wszystkich branż spółdzielczych (ponad 3 tysiące), manifestując swój sprzeciw zamachowi na spółdzielczość. Uczestniczyli przedstawiciele nauki prawa spółdzielczego oraz liczni politycy – z Waldemarem Pawlakiem, wicepremierem PSL, Grzegorzem Napieralskim, liderem SLD, Jerzym Wenderlichem, wicemarszałkiem Sejmu oraz posłami PiS. Wszyscy odżegnujący się od zamachu na spółdzielczość. Chociaż zdumiewa fakt, że deklaracje publiczne np. posłów PSL zawierają poparcie dla spółdzielczości, ale praktyka głosowania w Sejmie temu przeczy. Jedno z głosowań szczególnie zastanawia, gdy to pani wicemarszałek Ewa Kierzkowska, z bliskiego mi PSL, głosowała za koncepcją rozmontowania spółdzielczości, pomysłu liberalnej Platformy Obywatelskiej. Przecież ruch ludowy i spółdzielczość przez cały czas swego istnienia były ze sobą mocno powiązane.

Przybyły też najwyższe władze europejskich i światowych organizacji spółdzielczych, zaniepokojone niecnymi praktykami polskich polityków z PO w przededniu ogłoszenia przez ONZ 2012 roku rokiem spółdzielczości. W wystąpieniach wyrażali zdumienie takim obrotem sprawy w polskiej spółdzielczości. Mając sposobność, uczestniczyliśmy w tym wydarzeniu reprezentacją prawie 40- osobową. Wrażenie interesujące, gdy to przedstawiciele najważniejszych partii głosami prominentów (Waldemar Pawlak, Grzegorz Napieralski, Jerzy Wenderlich i inni) przy otwartej kurtynie przedstawiają swoje racje w spółdzielczych sprawach. Odnosiło się wrażenie, że PiS, PSL i SLD rozumieją spółdzielcze racje i przeciwstawią się Platformie Obywatelskiej w dziele niszczenia spółdzielczości, która także (spółdzielczość) tworzy miejsca pracy dla ponad 300 tysięcy pracowników. Padały głosy, że po rozbiciu spółdzielczości Platforma ma zamiar sprywatyzować lasy państwowe. Przypomniano również, że pomysł zagrabienia ogródków działkowych też miał miejsce, ale się nie powiódł. Zamach na spółdzielczość jest kontynuacją oszustwa na tych bojownikach co w 1989 r. obalili komunizm, czyli zaprzeczeniu idei solidaryzmu społecznego, przejęciu władzy przez osoby, które zafundowały nam drapieżny, bezlitosny i złodziejski kapitalizm. Do tej pory trwa proceder zagrabiania majątku narodowego przez liberałów, konserwatystów, postkomunistów i szemranych przedstawicieli obcego kapitału. Wizje gospodarcze wywodzące się od „Solidarności” zniweczono.

Nie będzie to kompetentne z mojej strony, ale na pewno złośliwe przy obronie spółdzielczości zaproponowanie reformatorom z Platformy Obywatelskiej, aby wzorem spółdzielczości wprowadzić zasadę wynagradzania członków rad nadzorczych spółek skarbu państwa (tam, gdzie zasiadają członkowie PO na zasadzie swoistego łupu politycznego po wygranych wyborach) maksymalnie w wysokości minimalnej płacy krajowej. Jest to konkretny pomysł, do którego mam prawo, bo to są nasze narodowe pieniądze.

Edward SŁUPEK,