Miesięczne archiwum: Czerwiec 2017

Przegrywa RZESZÓW, a nie Ferenc

Regionalnym politykom stolica województwa jest obojętna

Strwożyłem się informacją przekazaną przez regionalne media o tym, że rząd „pozostawił bez rozpatrzenia wniosek prezydenta Rzeszowa” (czytaj samorządu miasta) w sprawie obwodnicy południowej, która miała połączyć ulicę Podkarpacką z aleją Sikorskiego. Miała to być największa inwestycja komunikacyjna Rzeszowa szacowana na 450 mln złotych. Inwestycja bezdyskusyjnie niezbędna dla rozwoju Rzeszowa, na lata poprawiająca komfort komunikacyjny miasta od południa.

Poprawiająca funkcjonowanie powiatu od południa. Jak to bywa przy inwestycji ingerującej w teren, interesy niektórych właścicieli posesji zostałyby naruszone. Oni, co jest naturalne, stanowili grono oponentów inwestycji. Dołączyli do tego jazgotu ekologowie (niekiedy jako odmiana zadymiarzy), gdyż w tym przypadku uznają za dobro ekologiczne zalew rzeszowski powstały ludzkim geniuszem inwestycyjnym, oprotestowywany podczas jego budowy w latach 70. minionego wieku. Wymienione powody miały dać pre-tekst dla rządu, aby inwestycję zaniechać.

Tutaj cofnę się do czynienia Rzeszowa „naprawdę” stolicą województwa w latach 60. i 70., gdy trzeba było zburzyć w centrum miasta wiele „dziadowskich” posesji, aby po-wstało osiedle Tysiąclecia i inne osiedla oraz normalne arterie stanowiące główne ulice, jak Piłsudskiego, Marszałkowska, Krakowska, Cieplińskiego (wtedy 22 Lipca). Nie byłoby normalnego Rzeszowa, gdyby nie ów-czesne władcze decyzje „odsądzanego” włodarza Rzeszowa Alfreda Żądły, później ko-jarzonego z budownictwem spółdzielczym, gdzie wszystkie wybudowane spółdzielcze osiedla były oprotestowywane, bo zawsze czyjeś interesy, np. zajęcia gruntu, zostały naruszone. Taka jest pragmatyczna kolej rzeczy w przypadku rozwoju miast. Aby sprawie zadośćuczynić, należy wypłacić godziwe odszkodowanie. Zazwyczaj tak jest czynione dla załatwienia problemów rozwoju miasta. Nostalgia za starym siedliskiem jest zrozumiała, ale po odszkodowaniu trzeba żyć w nowej, zazwyczaj lepszej rzeczywistości. Czyli wraża władza niekiedy musi podejmować decyzje naruszające interesy nielicznych, aby przysłużyć się wielu na pokolenia. Przykładem takiego postępowania jest cała miej-ska Europa, a także nasz Rzeszów, o czym zaświadczają archeologowie np. przy renowacji ulicy 3 Maja, gdzie widać wiele warstw zabudowy.

Smutną dla Rzeszowa wiadomość media zakomunikowały jako poboczny news, „przykryty” informacją o zjeździe polityków PiS w Strachocinie k. Sanoka, z obecnością pełnego „garnituru” najważniejszych osób w państwie z samym Jarosławem Kaczyńskim. Brzmi to jak szyderstwo i obraza dla Rzeszowa jako stolicy regionu, że przy tej okazji musiano „wymazać” inwestycję. Media nie zająknęły się, co o tym sądzą lokalni posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Odnoszę wrażenie, że kornie schowali „ogon” pod siebie, aby się nie narazić władzy centralnej. Zresztą większość posłów z partii rządzącej nie jest z Rzeszowa i małostkowo cieszy się, jeśli coś nie wychodzi stolicy regionu. Rzeszów jest stolicą regionu, ale większość znaczących osobowości województwa dojeżdża do pracy z okolicznych powiatów, co widać po rejestracjach limuzyn sunących codziennie z rana do najważniejszych instytucji wojewódzkich. Pisałem wielokrotnie o tej małostkowości polityków z regionu chcących dokopać Rzeszowowi. Zaświadcza o tym tak-że taka zjadliwość mediów wobec prezydenta Rzeszowa, który słusznie optuje za obwodnicą południową. Blokada ze strony własnych urzędów wojewódzkich, które powinny za-opiniować pro rozwojową inwestycję Rzeszowa, musi być zapamiętana. Ludzie takiego pokroju powinni stanąć ponad polityką, że należy „dokopać Rzeszowowi” tylko z tej racji, że nie jest rządzony przez przedstawiciela Prawa i Sprawiedliwości.

Odrzucenie finansowania budowy arterii jest tłumaczone przez „stosownych” urzędników brakami formalnoprawnymi ze strony miasta w przygotowaniu niezbędnych dokumentów. Na tym poziomie to jakiś absurd i wydumany powód na zamówienie polityczne. Każdy, kto aplikował o środki z funduszy unijnych, wie, że „urzędolenie” w tej sprawie przekroczyło granicę absurdu. Ważna jest istota, a nie papierek. Nikt z po-słów nie miał odwagi zaprotestować przeciw-ko takiemu procederowi. To nie prezydent Ferenc stracił, chociaż było widać, że słusznie widział wielką szansę dla regionu, ale stracił region. Nie wiem, kto doprowadzi do tego, że takie postawy będą uznawane za swoisty grzech polityczny wobec regionu. Zatem spowiednikiem dla takich anty rzeszowskich politycznych grzeszników niech się stanie społeczeństwo Rzeszowa i całego powiatu.

Edward SŁUPEK