Miesięczne archiwum: Październik 2017

Europejskie kuriozum

„Dobra zmiana” dopadła spółdzielczość mieszkaniową

Trywialnie należy stwierdzić, że „dobra zmiana” dopadła spółdzielczość mieszkaniową. Nową ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych Sejm uchwalił 20 lipca, a prezydent podpisał dwa tygodnie później. Nic nie zapowiadało uchwalenia ustawodawstwa całkowicie wbrew środowisku spółdzielczemu. W toku prac nad ustawą strona rządowa i fachowcy spółdzielcy zgodnie pracowali nad jej projektem. Sejm podjął przedłożenie rządowo-spółdzielcze jako rzadko oglądany w naszym życiu społecznym kompromis. Następnie ustawa znalazła się w „izbie refleksji”, czyli w Senacie. Zazwyczaj Senat bez większych zmian przegłosowuje ustawy, które przepracował Sejm.

Tak się nie stało w tym przypadku. Senator Lidia Staroń zgłosiła trzydzieści poprawek,
inni dołożyli cztery poprawki. Ogółem przegłosowano i przyjęto dwadzieścia osiem. Przegłosowane poprawki sprawiły, że ustawa zamiast kompromisową stała się antyspółdzielczą. Przypomnę, że pani Staroń przez osiem lat była parlamentarzystą Platformy Obywatelskiej atawistycznie nastawioną do spółdzielczości mieszkaniowej. Obecnie oświadcza, że jest parlamentarzystką niezależną „sympatyzującą” z Prawem i Sprawiedliwością. To sympatyzowanie polega na reprezentowaniu lobby deweloperskiemu, czyli niszczeniu spółdzielczości mieszkaniowej.

Następnego dnia prawie o północy Sejm przegłosował poprawki Senatu, a prezydent
pomimo zastrzeżeń środowiska spółdzielczego podpisał ustawę. Ustawa jest europejskim kuriozum. Nie jest wiadomo, kto według jej zapisów jest członkiem spółdzielni. Zniesiono
wpisowe i udziały. Jedynie posiadacze odrębnej własności w zasobach spółdzielczych są zobowiązani złożyć deklarację przystąpienia do spółdzielni. Nowa ustawa wprowadza fundusz remontowy na poszczególne nieruchomości. Odmiennie niż dotychczas, gdzie naliczano fundusz remontowy na nieruchomości, ale funkcjonował centralny rozdział zależnie od potrzeb remontowych według zasad solidaryzmu spółdzielczego, czyli w pewnym sensie jedna nieruchomość pożyczała środki na remonty innej w ramach potrzeb. Obecne zatomizowanie jest zaprzeczeniem solidaryzmu spółdzielczego. Rodzi się pytanie, komu i w czyim interesie na tym zależało.

Management spółdzielczy, zarządy spółdzielni są odsądzani od czci i obsypywani kalumniami. Jednakże oszczercy nie dopowiadają, że spółdzielczość mieszkaniowa w stosunku do tego, co się dzieje w skali kraju, jest oazą gospodarności i praworządności. Jednostkowe przykłady złych praktyk spółdzielczych są używane do akcji propagandowych dyskredytujących ideę spółdzielczą. Dotychczasowe unormowania ustawy zezwalały na realizację programu Prawa i Sprawiedliwości „Mieszkanie Plus”. Spółdzielczość mieszkaniowa widziała w nim dla siebie szansę na budowę wielu mieszkań. Spółdzielnia Zodiak, którą reprezentuję, również podjęła przygotowania do budowy kompleksu senioralnego w ramach „Mieszkania Plus” jako spełnienie misji pomocy seniorom, których jest coraz więcej – echo powojennego wyżu demograficznego. Wydaje się, że obecne zapisy ustawowe skutecznie wyeliminowały nas z tego projektu budowy mieszkań. Lobby deweloperskie dopięło swego.

Innym zagadnieniem, które „zrewolucjonizowało” spółdzielczość mieszkaniową, jest instytucja lustracji w spółdzielni. Można to nazwać taką wizytacją odbywaną co trzy lata, a w przypadku budowy mieszkań corocznie. Lustrację dokonywali specjaliści z odpowiednimi kwalifikacjami, zazwyczaj praktycy z branży, doskonale znający problematykę spółdzielni mieszkaniowej. Nowe uregulowania ustawy wykluczają, aby lustrację mogli wykonywać czynni pracownicy merytoryczni spółdzielni mieszkaniowej. Lustracja to w jakiejś części kontrola, ale też raczej instruktaż najlepszych ludzi z branży mieszkaniowej. To przenoszenie dobrych praktyk spółdzielczych pomiędzy spółdzielniami. Zniweczono tę instytucję, jak podejrzewam, z powodu politycznie trywialnego. Po prostu na słowo lustracja politycy dostają „małpiego rozumu”.

Nasza spółdzielcza lustracja mająca stuletnią  historię poprzez polityczne skojarzenia
stała się wytrychem politycznym. Mogę powiedzieć, że proponowałem, aby pojęcie lustracji w spółdzielczości zmienić na wizytację albo audyt spółdzielczy, ale nie zdążono, bo też mogło się to stać poprzez nowelizację Prawa spółdzielczego. Wierzę, że ponad 200 lat istnienia spółdzielczości na ziemiach polskich, w tym ponad 100 lat spółdzielczości mieszkaniowej, nie zostanie zniweczone. To taka inna forma zarządzania nieruchomościami niekomercyjna, na każdym etapie poddana kontroli przez własnych członków. Pewnie niewygodna dla każdej władzy, w tym dla samorządów, od których także zależą koszty utrzymania naszych mieszkań.

Odnoszę wrażenie, że w naszym demokratycznym kraju czyni się wszystko, aby utrącić
jakąkolwiek formę organizacji społeczeństwa, która nie jest podporządkowana władzy
rządowej. Taką formą niezależności była spółdzielczość dotychczas wolna od wpływów politycznych.

Edward SŁUPEK