Miesięczne archiwum: Listopad 2017

WYCIECZKA DO LWOWA

Z Polski realnej do Polski sentymentalnej

Sympatycy i członkowie Stowarzyszenia Nasz Dom Rzeszów przebywali na dwudniowej wycieczce we Lwowie. Lirycznie można to ująć: z Polski realnej do Polski sentymentalnej. Inspirator, przewodniczący stowarzyszenia Jerzy Maślanka, nie mógł trafniej dla pierwszej wycieczki wybrać lepszego kierunku jak Lwów. W każdej chwili poświęconej Lwowowi czuło się taki patriotyczny żal za utraconym. Z naszym rozdarciem – czy bliżej nam do wschodniej, czy do zachodniej orientacji – wizyta we Lwowie to coś z sytuacji, gdy rodzinny dom znalazł się w innych rękach i my mamy się odnieść do tego, co czynią albo uczynili nowi gospodarze.

Z każdego załomu muru, budowli, lwowskiego bruku wyłania się ogrom polskiej kultury, architektury i gospodarności. Wszystko, co w „starym Lwowie” dobudowano w formie plomby w czasach radzieckich i obecnych ukraińskich, jest trudne do zaakceptowania, gdyż nie pasuje do wcześniejszej i pozostawionej zabudowy. Zresztą WYCIECZKA DO LWOWA Z Polski realnej do Polski sentymentalnej nie sposób banalnie odnieść się do piękna architektonicznego Lwowa, gdyż byłoby to uwłaczające.

Mnóstwo wycieczek z Polski tworzy klimat swojskości pobytu. Widać zabiegi gospodarzy, aby odbudować, odrestaurować tę unikatową wschodnią metropolię. Odradza się lwowskość w postaci wielokulturowości miasta. Słychać języki, które zawsze kojarzyły się z tym miastem. Miłe jest, gdy mówiąc po polsku, jesteśmy akceptowani i rozumiani, chociaż lwowian narodowości polskiej pozostało niewielu. Sądzę, że nie spowoduję skandalu z sąsiedzkim państwem ukraińskim, jeżeli stwierdzę, że we Lwowie dobrze by było odebrane wprowadzenie alfabetu łacińskiego do szyldów, napisów. Taki zabieg przydałby temu miastu opisywanej przez byłych lwowian swoistości i podkreśliłby jego odrębność, kosmopolityzm. Byłby to akcent przynależności Lwowa bardziej do orientacji zachodniej i przydałby mu autonomiczności. „Bukwy” nie pasują do ornamentyki lwowskiej ulicy.

Wielu uczestników wyjazdu przyznawało się do lwowskich korzeni rodzinnych, w tym Stanisław Szela. który się w tym mieście urodził. Wzruszające sytuacje dla wszystkich uczestników. Przy okazji wywoływane dyskusje, czy wszystko uczyniła nasza polska dyplomacja, aby odzyskać miliony woluminów po polskich zbiorach bibliotecznych zalegających magazyny lwowskich koszar. Dla Ukraińców są to książki bez wartości, gdyż oni używają innego alfabetu i języka. Inną wartość stanowią zbiory malarstwa polskiego, które dla sąsiedzkiej przyzwoitości winny być zwrócone nam Polakom. Tutaj znowu budzi zastanowienie skuteczność naszej dyplomacji i władz mających kontakty przez ćwierćwiecze istnienia Ukrainy.

Organizacja wycieczki była perfekcyjna. Biuro Podróży Matteo Travel Anny Prokop-Wilk, które ją zorganizowało, to firma znakomita, a wycieczka pilotowana przez Małgosię Prokop to popis organizacji imprezy turystycznej. Jako że jest członkiem władz naszego stowarzyszenia czuło się oprócz doświadczenia w organizacji tego typu imprez, specjalne przejęcie sprawą, jakie towarzyszy „służeniu” swoim. Na podkreślenie zasługuje opieka przewodniczki, młodej lwowianki o polskich patriotycznych korzeniach. Smaki wschodniej kuchni to cymes dla podniebienia. Wieczorem udało się nam w hotelu zorganizować wieczornicę z prezentacją aktualnej twórczości literackiej Jurka Maślanki. Nie obyło się bez śpiewu piosenek lwowskich i biesiadnych. W takich sytuacjach akompaniament Zbyszka Sztaby jest nie do zastąpienia.

Przekraczanie granicy Unii Europejskiej, czyli zarazem polsko-ukraińskiej, to widomy dowód dla wszystkich, jakim dobrodziejstwem jest członkostwo Polski w Unii Europejskiej oraz w strefie Schengen. Możliwość przejechania całej Europy bez kontroli granicznej jest wspaniałością. Na wschodniej granicy natomiast jak za dawnych czasów nawet wielogodzinne upokarzające oczekiwanie, by ją przekroczyć. Pouczające są wyjazdy na wschód Europy, gdyż można uprzytomnić sobie, że polska osobowość, kultura to kompilacja Wschodu i Zachodu. Nie jest to stwierdzenie pejoratywne, tylko uprzytomnienie, że jest to bogactwo kulturowe i cywilizacyjne wpływów na naszą polską kulturę narodów Wschodu. Podróże zawsze kształcą.

Edward SŁUPEK