Miesięczne archiwum: Styczeń 2018

Niefortunne stanowisko

Z troską o uniwersytecki Wydział Medyczny.

Od powstania województwa  rzeszowskiego (obecne podkarpackie) śnimy o jego  potędze,  jednocześnie  drżąc  o  jego  istnienie.  Memento landyzacji,  czyli  powstania  około  ośmiu  mocnych  regionów administracyjnych co rusz straszy. Zdajemy sobie sprawę, że nie jesteśmy województwem  o  dużym  znaczeniu  w  kraju.  Po  prostu do sąsiednich przeniesiono z Rzeszowa  wiele  agend  i  instytucji  o  ważnym  znaczeniu i oddziaływaniu, albo też u nas nigdy takich  instytucji  nie  było.  Jedyną  naszą  wyjątkowością  jest  fakt,  że  tylko  na  Podkarpaciu  na  szczeblu  wojewódzkim  rządzi  Prawo  i Sprawiedliwość poprzez marszałka i sejmik.

W  podwyższaniu  rangi  naszego  województwa  sukcesem  było  powołanie  Uniwersytetu   Rzeszowskiego.   Teraz  należy  tylko dbać o należyty poziom naukowy i prestiż tej uczelni. Wielowątkowa to praca wymagająca świetnej kadry naukowej i dużych nakładów. Nie  bez  znaczenia  jest  odpowiedni  klimat  wokół  spraw  uniwersytetu,  czyli  stosunek  władz  regionu  –  skomplikowane  sprzężenie  zwrotne  budujące  markę  uniwersytetu.  Najbardziej  pożądanym  dzieckiem  Uniwersytetu Rzeszowskiego stał się Wydział Medyczny. A  jak  pięknie  nazywa  się  nasz  uniwersytet!  Prawie  wszystko  w  Rzeszowie  jest  podkarpackie,  a  ta  uczelnia  sławi  miasto  Rzeszów  w swojej nazwie. Choć w chwili powstawania chciano  jej  przydać  miano  „podkarpacki”,  albo zupełnie absurdalne „bieszczadzki”.

Geneza  wydziału kształcącego   m.in.   lekarzy  jest  długa  i  może  być  przedmiotem  odpowiedniego     opracowania.     Powołanie     Wydziału   Medycznego   na   Uniwersytecie   Rzeszowskim to sukces spotykający się w regionie   z   bezkrytycznym   uznaniem.   Nikt   nawet  nie  pokusił  się  o  jakąkolwiek  uszczypliwą uwagę na ten temat. Brak także głosów krytycznych  co  do  funkcjonowania  całego  NIEFORTUNNE STANOWISKOZ troską o uniwersytecki Wydział Medyczny uniwersytetu. Jakoś także brak takich wobec innych różnych szkół wyższych w województwie. A szkoda! Dlaczego? Bo przecież nasze dzieci,  znajomi  tam  studiują  i  nie  wypada  urazić ludzi nauki. Utrwalany jest od lat podziw dla środowiska akademickiego.

Nie  będę  odnosił  się  do  prywatnych  szkół   wyższych,   które   w   nazwie   powinny   mieć  wyartykułowanych  właścicieli,  gdyż  są  to  instytucje  komercyjne.  Pierwszym  obiektem  architektonicznym  dla  potrzeb  medycznych   uniwersytetu   jest   budynek   Zakładu   Nauk  o  Człowieku,  czyli  anatomii  albo  patomorfologii  przy  ul.  Leszka  Czarnego,  na  obrzeżu   obiektów   Szpitala   Wojewódzkiego   nr 2. Trudno od tego brzydkiego obiektu oderwać wzrok. Wizja projektanta, zaaprobowana  przez  władze  uniwersytetu,  jest  zapewne  chroniona   prawem   autorskim,   czyli   jakakolwiek  przebudowa  będzie  niemożliwa.  To  taki „szkieletorbis”,  nawiązując  do  historii  krakowskiego  wysokościowca  w  ruinie.  Czy  nas stać w Rzeszowie na taki fanaberyjny budynek? Może ktoś z fachowców albo decydentów opisze jego dziwaczność i ewentualne jakieś specjalne zalety, symbolikę oraz funkcje.

Jak  grom  spadła  na  nas  informacja  senatu   naszego   uniwersytetu   o   nieprzejęciu   Klinicznego  Szpitala  Wojewódzkiego  nr  1  im.  F.  Chopina  dla  potrzeb  Wydziału  Medycznego.  Senat  nie  chce  za  darmo  szpitala  i  staje  wbrew  zabiegom  władz  marszałkowskich.  Rektor  prof.  Sylwester  Czopek  przekazał  tę  wolę,  tłumacząc,  że  uniwersytet  nie  jest   w   stanie   wziąć   odpowiedzialności   za   pacjentów,  za  poziom  leczenia,  że  studenci  winni kształcić się w warunkach odpowiadających  standardom  XXI  wieku.  Motywował  odmowę  zadłużeniem  szpitala  w  wysokości  72  mln  zł.  Najbardziej  zabrzmiał  argument  o  braku  doświadczenia  uniwersytetu  w  prowadzeniu    placówek    medycznych.    Jestem    zupełnie   oszołomiony   decyzją   władz   uniwersytetu.  To  taki  arogancki  akt  wobec  nas  wszystkich,  wyrażony  w  stosunku  do  obecnych władz województwa.

Marzyć należy! Senat uczelni marzy o kwocie pół miliarda złotych i budowie szpitala uniwersyteckiego na tzw. korzeniu, czyli nowego  na  50hektarowej  działce.  Typowy  brak   realizmu   i   działanie   odwleczone   aż   w niespełnienie. Mamy wprawdzie koniunkturę  gospodarczą,  ale  jutro  może  nastąpić  załamanie gospodarcze. Nie sądzę, że mamy szanse  na  takie  pieniądze  z  budżetu  państwa.  Nie  mając  doświadczenia  w  zakresie  kształcenia  medycznego  ani  w  prowadzeniu  szpitala  klinicznego,  przejęcie  wspomnianej  lecznicy  byłoby  rozwiązaniem  optymalnym.  Wiekowa  prawie  historia  szpitala  o  zasięgu  wojewódzkim   jest   też   wielkim   kapitałem.   Nic nie powstaje tak od razu, natychmiast.

Można   podejrzewać   władze   uczelni   o strach przed odpowiedzialnością zderzenia się  z  realnym  wykonywaniem  tak  wielkiego  zadania   w   potężnym   obiekcie.   Ewentualne  błędy  w  funkcjonowaniu  szpitala  byłyby  jednak   do   wybaczenia.   Są   menedżerowie   do  prowadzenia  takich  placówek.  Taki  stan  rzeczy  może  sprawić,  że  senat  uniwersytecki  i  władza  wojewódzka  okopią  się  na  lata,  a  sprawa  kształcenia  medycznego  w  województwie ucierpi. Moje refleksje są oparte na skąpych enuncjacjach medialnych, ale wieloletnim doświadczeniu w zarządzaniu. Zatem apeluję do władz uczelni o refleksję i ewentualną  rewizję  niefortunnego  stanowiska.  Jak  w  żadnej  sprawie,  w  województwie  wszyscy  jesteśmy  zgodni  co  do  rozwoju  kształcenia  medycznego,  a  zarazem  powstania  szpitala  klinicznego.

PS Gratulacje  dla  pana  profesora  Artura  Mazura,   dziekana   Wydziału   Medycznego,   z  okazji  otrzymania  profesury  belwederskiej  w  zakresie  nauk  medycznych.  To  już  profesor w drugim pokoleniu w tej rodzinie, bo śp. Marek  Mazur  był  również  profesorem  uniwersytetu, ale nauk ekonomicznych.

Edward SŁUPEK