Wszystkie wpisy, których autorem jest Edward Słupek

W naszym wspólnym interesie

Kandydowałem, aby nas nie oszukiwano.

Niedawne wybory samorządowe uświadomiły polskiemu społeczeństwu, że demokracja w Polsce jest mocno zagrożona. Jeszcze nigdy rządzący w tak nachalny sposób nie starali się wpłynąć na ich wynik, by w sposób totalitarno- stalinowski upolitycznić samorządy lokalne. Samorządy, których podstawą są lokalność i autonomia. Totalna próba podporządkowania samorządu władzy centralnej zakończyła się na szczęście niepowodzeniem. Przy okazji okazało się na przykład, że pani wicepremier Beata Szydło zamiast wywiązywać się ze swych służbowych obowiązków rozbija służbową limuzynę. Kolejny wypadek drogowy jej służbowej bryki zaświadcza o postępującej degeneracji władzy.

Biorąc to wszystko pod uwagę, mam satysfakcję z tego, że „Kandydowałem, aby Nas nie oszukiwano”. Takim hasłem obnosiłem się w swojej kampanii wyborczej jako kandydat do sejmiku podkarpackiego. Kandydując z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego, spotkałem się z niewybrednym atakiem ze strony Prawa i Sprawiedliwości, która to partia postanowiła wykluczyć z polskiej sceny politycznej Polskie Stronnictwo Ludowe. Skąd taki zamiar ze strony Prawa i Sprawiedliwości? I czy partii Jarosława Kaczyńskiego to się udało? Otóż PiS uznało, że z myślą o przyszłości swej partii należy się okopać w środowisku małomiasteczkowym oraz wiejskim. Obrzydzanie, szkalowanie przez PiS było metodą na osiągnięcie celu. Ataki personalne na działaczy PSL były metodą podstawową, aby zohydzić PSL z jego 123-letnią tradycją już podczas tych wyborów. Przy okazji okazało się, że niektórzy obserwatorzy sceny politycznej zaczęli tęsknić za pragmatycznym stanowiskiem PSL-u, które uczestniczyło w sprawowaniu władzy jako koalicjant w wielu rządach. Rozumny pragmatyzm w wielu przypadkach cywilizował i uspokajał polityczne nastroje. Samorząd lokalny to, jak się twierdzi, największe osiągnięcie z naszych przemian demokratycznych.

Próba totalnego zawłaszczenia samorządu przez PiS została przez społeczeństwo odczytana właściwie, szczególnie przez środowiska miejskie. Pomimo totalnej propagandy, a nawet gróźb wobec miast i środowisk w rodzaju, że jeżeli „właściwie nie zagłosują, to miasta, miasteczka czy też gminy nie będą miały dostępu do pieniędzy niezbędnych na inwestycje i realizację planów rozwojowych”. Najazd funkcjonariuszy PiS na prowincję na szczęście się nie powiódł. Społeczeństwo właściwie odczytało zamiary Prawa i Sprawiedliwości. Tak naprawdę przestraszyli nas, że o wszystkim będzie decydować się z Warszawy, „od rządu”. Nie na taką samorządność wyborcy głosowali. Społeczeństwo rozróżnia to, co rządowe i co samorządowe. Coraz bardziej w przypadku wyborów samorządowych liczy się lokalność, a nie szyld partyjny.

Takie podejście decydowało jeszcze w przypadku wyborów do sejmików wojewódzkich. I te, niestety, udało się PiS-owi już upartyjnić. Wybory te zaczęły przypominać pod każdym względem wybory do parlamentu. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że na naszym Podkarpaciu zdecydowanie wygrało Prawo i Sprawiedliwość, uzyskując miażdżącą większość w sejmiku. Zdobyło aż 25 z 33 radnych. Mając taką sytuację, powinniśmy liczyć na swoiste fory ze strony rządu dla Podkarpacia.

Posługiwanie się przemilczeniami i kreowanie faktów nieprawdziwych to także polityka historyczna w stylu IPN. Pracujący w nim naukowcy najpierw gloryfikują jakąś postać, jak to było na przykład w przypadku Leopolda Okulickiego, a teraz – gdy okazało się, że nie jest świetlaną postacią – milczą. W środowiskach historyków ukuto nowy tytuł naukowy: „doktor IPN”. Praca w IPN to niemal pewny doktorat i następne tytuły naukowe.

Po wyborach jesteśmy zobligowani współpracować z wybranymi samorządowcami w naszym wspólnym interesie. Chciałoby się wierzyć, że wrażliwość wybranych samorządowców sprawi, iż wiele niezbędnych spraw oraz problemów zostanie załatwionych dla nas wszystkich. W tym dla Podkarpacia!

Edward SŁUPEK

W nawiązaniu …

Szanowni!

Z mych przeprosin za pomylenie osoby Okulickiego z Cieplińskim opadł kurz. Z perspektywy czasu widać, że rzucono się na mnie całkowicie pomijając przesłanie artykułu „Czy pies jest kotem”. Szczególnie funkcjonariusze IPN a także kandydat z PiS na Prezydenta Rzeszowa, Wojciech Buczak, dali się mi we znaki. Nic to… Dla mnie najważniejsze była odpowiedź na pytanie, dlaczego tak kuriozalnie się pomyliłem. Z perspektywy historii mojej rodziny, istotne jest to, że płk. Ciepliński Łukasz, piłsudczyk,  inspektor  Armii Krajowej w powiecie rzeszowskim w latach wojny na pewno zatwierdzał wyroki śmierci na kolaborantów, zdrajców, funkcjonariuszy okupanta. Ale co ważniejsze, że zatwierdzał także wyroki na swoich, w tym oponentów politycznych z Batalionów Chłopskich, które były ramieniem zbrojnym ruchu ludowego z PSL. Czyniono tak aby podporządkować BCh AK.  Taki potrójny wyrok śmierci. Wbrew polskiej racji stanu, miał mój tato, Wawrzyniec Słupek. Urodzony 1912 r. Działacz ludowy, członek ROCH i BCh w gminie Hyżne. Jakaś irracjonalna ręka pokierowała moim pisaniem po to, aby przypomnieć ten tragiczny czas i fakty ostrej walki politycznej w czasie wojny prowadzonej przez sanacyjne podziemie przeciwko polskim patriotom walczącym z hitlerowskim najeźdźcą.  Jak widać płk. Łukasz Ciepliński nie ma takich czystych rąk, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Mam nieodparte wrażenie, że teraz post sanacja atawistycznie korzystając z doświadczeń bojowników typu Ciepliński zwalcza ruch ludowy.

Edward SŁUPEK

Sprostowanie

Okulickiego a  nie Cieplińskiego

W poprzednim numerze w artykule „Czy pies jest kotem” omyłkowo napisałem, że należy się wstydzić upamiętnienia Cieplińskiego aleją w Rzeszowie. Miało być Okulickiego. Nastąpił nieszczęsny błąd skojarzeniowy przy pisaniu. Bardzo przepraszam.

Edward Słupek

Podkarpacie w PiS-owskiej pułapce

Po ponad pięcioletnim samodzielnym rządzeniu na Podkarpaciu przez Prawo i Sprawiedliwość czas na podsumowanie rządów tej partii. Tym bardziej, że w Polsce tylko w tym województwie PiS sprawuje władzę. Sytuacja jest więc wyjątkowa. W Polsce bowiem PiS tylko na Podkarpaciu  samodzielnie rządzi w samorządzie wojewódzkim. Wydawałoby się, że , rządzący Podkarpaciem posiadając taki atut mają otwartą drogę do swojego premiera,  ministrów i różnych innych decydentów warszawskich oraz władz partyjnych, uczynią to województwo rajem, edenem, czy też polską wizytówką dla świata. Mając takie możliwości nie powinni mieć z tym kłopotu.  Przecież prawie wszyscy posłowie wybrani na Podkarpaciu, z nielicznymi wyjątkami, to posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Do tego z Podkarpacia pochodzi marszałek Sejmu. Układ jest więc idealny.

Opozycja w żadnym przypadku nie mogła i nie może przeszkadzać podkarpackiej władzy w przekształceniu Podkarpacia w wizytówkę Polski nie tylko dla Europy, ale i świata. Tymczasem  tak się nie stało! Podkarpacie ma niewiele z rządów Prawa i Sprawiedliwości! Wiele dziedzin bytowania na Podkarpaciu zaczęło nawet zgrzytać w stosunku do tego, co osiągnięto w wcześniej. Co więc wyszło z tych rządów?

Jesteśmy mniej niż przeciętnym województwem, w którym władze nastawiły się na banalną dystrybucję środków unijnych. Do tego z odczuwaną manierą; aby nie urazić „swojego rządu”. Okazało się, że posłowie podkarpaccy z legitymacją PiS, to tylko posłuszna i bezwolna maszynka do głosowania. Do tego w Polsce Podkarpacie zaczyna się źle kojarzyć z chociażby ze względu na pana Piotrowicza. Marszałek Kuchciński też nie wystawia najlepszej wizytówki dla Podkarpacia.

Do tego czas, gdy lotnisko w Jasionce świetnie się rozwijało, mamy za sobą. Porównanie Jasionki chociażby z Pyrzowicami jest co najmniej wstydliwe. Gdy byłem tam cztery lata temu, stało się na parkingu strzeżonym najdalej ok 100 m od terminala. Teraz parkingi strzeżone  sięgają ponad 3 km. Tymczasem na parkingach w Jasionce samochodów jakby nie przybyło. Ponadto rząd PiS stworzył nam konkurencję w postaci lotniska lubelskiego. Do tego należy głośno powiedzieć, że powstały ośrodek konferencyjny koło lotniska zarządzany przez obcą firmę wysysa z Podkarpacia olbrzymie pieniądze. Wszystko wskazuje na to, że wyssą 45 mln złotych w ciągu 15 lat. Należy więc głośno pytać: Dlaczego pis-owskie władze wojewódzkie mając wiele spółek kontrolowanych przez marszałka oraz ponad 1000 osób zatrudnionych, nie zastanowiły się, jak zarządzać samemu takim obiektem w województwie.

Miały być programy intensyfikacji rolnictwa. Okazuje się, że zostało nam z 17 tysięcy 1200 gospodarstw.  Z tego tylko 200 wysokotowarowych. Co więcej, są już wioski i gminy. gdzie należy wybudować „zwierzyńce” aby dzieci mogły rozpoznawać zwierzęta gospodarskie.

Warto pamiętać również, że obecna władza rozpoczęła rządzenie od likwidacji (z przyczyn nie do końca od niej zależnych) fabryki wódek w Łańcucie po 170 latach istnienia. Zwyczajny wstyd dla 2,1 mln populacji podkarpacia, że nie możemy pochwalić się wobec obcych jak inne narody swoim patentowym podkarpackim alkoholem.

Żadna z spółek podkarpackich nie jest wzorem gospodarności, gdyż prezentują słabą kondycję finansową, ale większość jaśnieje wysokimi zarobkami zarządów. Tymczasem miało nie być skoku na kasę.

Co więcej, gdyby Urząd Marszałkowski „wyparował” z Rzeszowa, wielu rzeszowian, tego by nie zauważyło. Po prostu nie emanuje dla Rzeszowa niczym. Większość urzędników na czele z Panem Marszałkiem jest obca dla Rzeszowa, gdyż stąd się nie wywodzą. Dlatego postuluję, aby co trzecią kadencję Marszałek województwa wywodził się z wielkiego Rzeszowa; tzn. z obwodu wyborczego obejmującego głosowanie na radnych do Sejmiku.

Po rządach PiS na Podkarpaciu mamy strajki płacowe w służbie zdrowia /personel średni/. Podkarpacie ma jedne z najniższych emerytur w kraju. Jak mieć wysokie emerytury, gdy zależą  one od płac w okresach składkowych. Dlatego postuluję, mając taką a nie inną sytuację, aby płace na Podkarpaciu w sferze budżetowej „dogoniły” inne województwa. Tymczasem pokorna reprezentacja wojewódzka w Sejmie nawet nie próbowała o to walczyć.

Przyczyna leży w wewnętrznym ubezwłasnowolnieniu myślenia w Prawie i Sprawiedliwości. Przykład partii wodzowskiej, gdzie liczy się tylko to co na „górze”, czyli to co w Centrali zaplanują pogrąża Podkarpacie dosłownie na każdej płaszczyźnie. Swoista pogarda dla Podkarpacia jest widoczna; miejscowi pis-owcy notable nic u swoich nie załatwili. Mając pełnię władzy i wpływów przez cztery lata na Podkarpaciu można byłoby przetestować unikalne, innowacyjne, najnowocześniejsze rozwiązania, które byłyby wzorcem dla całej Polski. Pomysły różnych rozwiązań korzystnych dla Podkarpacia, jako matecznika PiS-u, mogłyby płynąć ze stolicy od rządu; mogły być także przebłyskiem geniuszu wybranych władz w sejmiku podkarpackim. Nie znam takiej inicjatywy w żadnej z dziedzin na które miały wpływ władze marszałkowskie.  Nie chodzi mi o dystrybuowanie środków unijnych, gdyż jest to działalność banalna i rutynowa. Rozdzielać i kontrolować środki finansowe według stosownych zasad to zajęcie dla przyuczonych nawet byle jak do tego urzędników.

Czym więc podkarpacka władza marszałkowska może się pochwalić, jeżeli chodzi o sam Rzeszów. Chyba tym,  ze słyszało się o tendencji nie brania pod uwagę pomocy stolicy województwa w jego planach rozwojowych, bo władza w tym mieście nie należy do człowieka z legitymacją PiS.

Tymczasem można byłoby usytuować w stolicy województwa jakąś inwestycję służącą całemu województwu. Myślę choćby o budowie Aquaparku w okolicy „komina” na Załężu. gdzie produkuje się prąd i przez większość roku jest nadmiar ciepła jako odpadu przy jego produkcji. Winna to być inwestycja lobby energetycznego koordynowana przez Marszałka. Mając opisane możliwości wszechwładzy PiS miasto na pewno ochoczo udostępniłoby niezbędny teren.

Kolej do Warszawy przez Kolbuszową jawi się dalej jako mrzonka.  Jesteśmy jednym z nielicznych województw bez stałego, wygodnego połączenia z Warszawą. Tutaj nie wiem aby coś zrobiono w sprawie budowy połączenia kolejowego z lotniskiem Jasionka. Inne lotniska w kraju budują takie połączenia. To już czysta polityka!

Dlatego warto między innymi zadać pytanie: Dlaczego Prawo i Sprawiedliwość z taką furią dąży do wyeliminowania z obiegu politycznego Polskiego Stronnictwa Ludowego. Czyżby chodziło o to, że PSL oprócz tradycji 123 lat istnienia jest partią  rozsądku i takiej lokalnej godności.

Stąd aż  ciśnie się na usta zaproszenie do całej samorządowej Polski przed wyborami do Sejmiku na Podkarpaciu. Przyjedźcie na Podkarpacie i zobaczcie co was czeka, gdy wygra u was Prawo i Sprawiedliwość, partia która w społecznym uwodzeniu i zastraszaniu jest niezrównana.

Edward Słupek

Kandydat do Sejmiku Podkarpackiego

Czy PIES jest KOTEM?

W odpowiedzi wojewodzie i rajcom miejskim.

Z grupą entuzjastów historii Polski, w tym z naszego regionu, toczymy batalię o zaniechanie budowy pomnika Józefa Piłsudskiego na placu Wolności w Rzeszowie. Po wysłaniu listów otwartych z uzasadnieniami zaniechania budowy pomnika, m.in. do marszałka, wojewody oraz prezydenta Rzeszowa i do biskupów, jedynie pani wojewoda Ewa Leniart udzieliła odpowiedzi pisemnej, którą zamieszczamy, zgodnie z jej sugestią powiadomienia zainteresowanych.

Co do strony formalnoprawnej – odpowiada Pani Wojewoda, że sytuowanie pomnika niby nie leży w jej kompetencji, ale przykład warszawskiego usytuowania pomnika smoleńskiego przez wojewodę jakoś temu zaprzecza. Umywanie rąk od tej problematyki przez Panią Wojewodę trochę zastanawia, mając na uwadze wcześniejszą pracę w instytucji badającej historię, czyli Instytucie Pamięci Narodowej w Rzeszowie. Pani Wojewoda twierdzi, że nie posiada uprawnień do oceny postaci historycznych i ich zasług. Jednocześnie wskazuje publikację prof. Włodzimierza Sulei, która jak mniemam ma obronić powstanie pomnika. Otóż publikacja pana profesora w moim przekonaniu jest panegirykiem. Sam autor ujawnia, że był półrocznym stypendystą Instytutu im. Piłsudskiego w Nowym Jorku. A tenże instytut działa w myśl ustawy z 1937 r. sprokurowanej przez obóz sanacji, aby upamiętniać „dzieło” marszałka. Na jego czele stało wielu ministrów i oficjeli sanacji.

Bilans zasług Piłsudskiego jest negatywny. Był on krwawym zamachowcem stanu, a po zamachu twórcą reżimu, co w konsekwencji poprzez błędną politykę doprowadziło do największych w historii cierpień i kaźni narodu polskiego. Ostatnie badania historyczne wskazują, że zamach majowy w 1926 r. został sprokurowany za obce, czyli m.in. londyńskie pieniądze. W archiwach londyńskich dostępny jest okólnik wysłany do attachatów wojskowych informujący, że w Warszawie zostanie przeprowadzony zamach stanu, ale nie należy się tym przejmować, bo jest to w interesie brytyjskim. Tutaj przytoczę stanowisko prof. Jana Żaryna wyrażone w zbiorowej publikacji Piłsudski i sanacja – prawda i mity: „Nie przepracowaliśmy tego tematu historycznego. Co więcej, idea rządów sanacji – trzymania za mordę elit opozycyjnych i wiara w autorytet marszałka, jako remedium na wszystkie problemy – pozostaje do dziś kusząca”.

Znacząca i cenna jest wzmianka Pani Wojewody o innych mężach polskiej niepodległości. Przy okazji jeszcze raz proszę Panią Wojewodę, krajankę z gminy Hyżne, o uzasadnienie historyczne usunięcia stamtąd pomnika czci poległym w okresie II wojny, aby zadośćuczynić obietnicy wobec moich znajomych mieszkańców gminy Hyżne.

W sprawie budowy pomnika Piłsudskiego odbyła się w Radzie Miasta Rzeszowa debata z głosowaniem za albo przeciw tej inicjatywie. Żenującym jest fakt dyskusji o pomniku jako elemencie architektonicznym i o tym, ile będzie kosztował. Przecież nie o to nam chodzi. Liczy się symbolika i przesłanie, choćby edukacyjne dla młodzieży i potomnych, czy upamiętniana postać na to zasługuje. Tylko pięciu radnych „mężów demokracji” odważnie zagłosowało przeciw budowie. Są to Andrzej Dec, Wiesław Buż, Konrad Fijołek, Kamil Skwirut, Robert Homicki. Pozwolę sobie skomentować nikczemność tej sytuacji, gdzie blok prezydenta Tadeusza Ferenca, w którym jawią się radni o zapatrywaniach demokratycznych, a zagłosowali kornie z wymienionymi chlubnymi wyjątkami. Wygląda na to, że gdyby im kazano, to zagłosowaliby, że „pies jest kotem”.

Demokracja – godzi się przypomnieć – jest ustrojem większościowym, jednakże z poszanowaniem mniejszości. Piszę ten tekst, bo oburza mnie siłowe decydowanie, gdzie liczy się meritum historyczne. Wielu wstydzi się decyzji upamiętnienia Okulickiego aleją w Rzeszowie, który okazał się zdrajcą i sługusem Sowietów.

Edward SŁUPEK

P.S.  Podjąłem decyzję o kandydowaniu do Sejmiku Województwa Podkarpackiego, co zapowiadam. Pryncypia, które mi przyświecają, opiszę niebawem.

Pomnik sanacyjnej satrapii

List otwarty do prezydenta Rzeszowa.

W imieniu mieszkańców Podkarpacia zwracam się z prośbą o odstąpienie od budowy pomnika Józefa Piłsudskiego w stolicy Podkarpacia na placu Wolności w Rzeszowie. Powtarzam, o czym jest coraz głośniej w Polsce, że postawienie pomnika człowiekowi, który jest winien śmierci dziesiątków mieszkańców Podkarpacia, jest co najmniej potwarzą w stosunku do jego mieszkańców oraz ich rodzin, które straciły swych bliskich w wyniku dyktatorskich rządów Piłsudskiego i sanacji. Dla wielu jest wręcz hańbą uczczenie pomnikiem osoby, która poprzez zamach majowy, sprzeniewierzenie się przysiędze na wierność państwu polskiemu i podeptaniu polskiej demokracji doprowadziła do upadku państwa, które dopiero co odzyskało niepodległość.

Jest również hańbą postawienie pomnika zamachowcowi na podstawy praworządnego państwa, odpowiedzialnemu za zamordowanie wielu polskich dowódców, którzy odegrali decydującą rolę w bitwie warszawskiej i byli wierni prawowitej władzy. Winnemu setek zabitych żołnierzy i cywilów, tysiącom rannych oraz uwięzieniu jeszcze większej liczby obywateli polskich z przyczyn politycznych. Winnemu przeobrażenia państwa polskiego w państwo naśladujące ustrój Związku Radzieckiego, a przede wszystkim człowiekowi, którego autorytarne, a raczej dyktatorskie poczynania, doprowadziły państwo polskie do katastrowy wrześniowej. Jego śmierć 12 maja 1935 r. nie powstrzymała dezorganizacji polskiej armii, w której lansował konnicę w odróżnieniu od zagrażających nam sąsiadów Niemiec i Rosji Sowieckiej.

Warto zwrócić uwagę, że w Gdańsku postawiono pomnik ofiarom protestów robotniczych w dniach 14–22 grudnia 1970 r., a nie Władysławowi Gomułce, który był odpowiedzialny za przelew krwi. Nikomu do głowy nie wpadło, aby katowi ziemi gdańskiej budować pomnik, chociaż ma wielokrotnie mniej ofiar na sumieniu niż Józef Piłsudski i jego sanacyjna kamaryla.

Tymczasem w Rzeszowie nie myśli się o wybudowaniu pomnika ofiar tzw. sanacji, do tego odpowiedzialnej za katastrofę wrześniową, a chce się uczcić kata ziemi podkarpackiej.

Szczególnie bulwersujące jest to, że chce się Józefowi Piłsudskiemu postawić pomnik na placu Wolności. Wolności, którą podeptał. Człowiekowi, który poprzez wielokrotne małżeństwa został apostatą. Zastanawia również zapomnienie przez współczesne elity podkarpackie o wielkim duchownym, patriocie, księdzu Józefie Panasiu, głównym kapelanie Legionów Polskich i odnowicielu państwa polskiego z podkarpackiego Odrzykonia. Polskiemu patriocie, który 17 maja 1926 r. publicznie podczas mszy koncelebrowanej przez biskupa polowego Wojska Polskiego Stanisława Galla w katedrze polowej Wojska Polskiego zrzucił na ziemię wszystkie odznaczenia i oświadczył, że odznaczeń, które otrzymał od Józefa Piłsudskiego, nie będzie nosił, bo parzą.

Rada Miasta Rzeszowa skierowała projekt uchwały o zaniechaniu budowy pomnika do komisji. Zwolennicy budowy pomnika za wszelką cenę postanowili uniknąć debaty historycznej o upamiętnieniu tej postaci. Skupili się na tym, że trzeba nam symbolu odzyskania niepodległości, a kryształowych bohaterów według nich nie ma w historii. Tymczasem sprawa dotyczy nieodległego czasu, dobrze udokumentowanego. Co więcej, uczczenie tej postaci pomnikiem w Rzeszowie pogłębi na Podkarpaciu podziały historyczne i społeczne.

Ojcowie polskiej niepodległości i demokracji, jak Wincenty Witos, Roman Dmowski, Ignacy Paderewski, Wojciech Korfanty, Ignacy Daszyński i inni nie zadbali o swoje upamiętnianie jak Piłsudski, który został w atmosferze skandalu pochowany na Wawelu, a sanacja uchwaliła ustawę kuriozum „O uczczeniu czci Marszałka”, która zabraniała niekorzystnie o nim mówić pod sankcją karną.

Oburzone inicjatywą środowiska ludowe i demokratyczne więc szemrzą. Słyszy się o braku akceptacji dla nowego święta, jakim byłoby odsłonięcie pomnika sanacyjnej satrapii. Do tego łamanie zasad demokratycznych po 1926 r. przywodzą na myśl obecne praktyki w naszym Sejmie i Senacie oraz przez rządzących. Stąd zapewne postać Piłsudskiego usprawiedliwia obecne antydemokratyczne zapędy rządzących i dlatego znalazło się lobby kreujące go na bohatera, którym w rzeczywistości nie był.

Edward SŁUPEK,

syn ziemi dynowskiej, podkarpackiej i Rzeszowa

Jubileuszowo

Nie bójmy się wyrażać swoich poglądów

Normalnego osobnika jubileusze onieśmielają, a nawet żenują. Onieśmielenie wynika z nadmiaru chwalby i wazeliny, z jakimi mamy do czynienia przy takiej okazji. Nigdy nie wiadomo, czy wygłaszane i pisane panegiryki są szczere, czy też tak wypada uczynić wygłaszającemu dla zwyczajnej przyzwoitości. Ale milej jest być podziwianym niż ganionym czy obsobaczanym.

Na spotkaniu Stowarzyszenia Nasz Dom Rzeszów redaktor Ryszard Zatorski powiedział, że stowarzyszenie bez miesięcznika prawdopodobnie zamarłoby w działalności. Tak by się mogło stać. Miesięcznik dla Stowarzyszenia stanowi o jego istnieniu. Dość powiedzieć, że bez redaktora Ryszarda trudno sobie wyobrazić istnienie miesięcznika. Z wrodzoną elegancją od lat zachęca wielu z nas do wypowiedzi na łamach naszego czasopisma. Jako zawodowiec na pewno męczy się, czytając nasze epistoły nie do końca poprawnie napisane. Odpowiednio korygując teksty, sprawia je użytecznymi.

  

Pomnik Hołd Poległym w Hyżnem. Ofiarowany był polskim i radzieckim partyzantom oraz ludności cywilnej; poległym w latach 1939 –1945 w walce z hitlerowskim okupantem. Inskrypcja z intencją wyryta
była bezpośrednio na cokole. Pomnik został odsłonięty 7 listopada 1969 r. PiS-owska władza zburzyła
go pod koniec marca 2018 roku

Niezmiernie ważną funkcją gazety jest ukazywanie, wręcz wydobywanie z miejskiego patosu, ludzi, twórców wszystkich muz. Pokazanie ich dzieł prawdopodobnie ocali ich i ich twórczość od zapomnienia. Przy potwornym przyspieszeniu życia, gdzie informacja żyje kilka godzin, formuła miesięcznika wpasowuje się w potrzebę refleksji, zastanowienia się, wręcz chwilowego zatrzymania pędzącego w zatracenie świata. O pozycji przewodniczącego stowarzyszenia i sternika gazety Jerzego Maślanki można powiedzieć, że jest zasadnicza. Będąc urodzonym dyrektorem, sprawia, że w sprawach organizacyjnych żaden z jego licznych znajomych nie umie, nie wypada mu się wykręcić w przedmiocie pomocy gazecie.



Wioletta Cielecka, Pomnik, akwarela, 50 x 70 cm 
Pomnik Czynu Rewolucyjnego w Rzeszowie odsłonięty w 1974 roku jest dziełem prof. Mariana Koniecznego, nieżyjącego już artysty sławy światowej. Za prezydentury w Rzeszowie Andrzeja Szlachty, obecnie posła PiS, u zwieńczenia symbolicznych liści laurowych pomnika, za zgodą autora tego monumentu, umocowany został z obu stron herb Rzeszowa. Tym dopisaniem nowej treści pomnik jeszcze bardziej wrósł materialnie i duchowo w tradycję naszego miasta. Jest on dla Rzeszowa jak Pałac Kultury dla Warszawy – najbardziej rozpoznawalny symbol miasta w świecie. Dla kolejnych już pokoleń pozytywnie kojarzony z miastem. Prawie 90 proc. rzeszowian w badaniach socjologicznych wypowiedziało się przeciwko zamiarowi zburzenia go, jak to nakazuje IPN. Czy ten symbol miasta – ze zwycięską Nike po jednej stronie i chłopem, robotnikiem i żołnierzem po drugiej, a herbem Rzeszowa na górze – zostanie uratowany, jak życzą sobie tego w przytłaczającej większości mieszkańcy, czy butna władza burzycieli za nasze obywateli pieniądze na wzór talibów zmiecie go z przestrzeni Rzeszowa, jak tamci barbarzyńcy zniszczyli dziesiątki pamiątek kultury
o tysiącletniej tradycji?

Poszczególnym piszącym na łamach miesięcznika wyrażam szacunek za przekazywane treści i odmienność poglądów w stosunku do innych mediów. Zapędziłem się w zauważeniu o tym, co dobre w naszym miesięczniku. Pisząc o problemach Rzeszowa, województwa, a nawet kraju, wiele postulowałem. Niektóre sprawy załatwiły się same i niekoniecznie jak wnioskowałem. Proponowałem dawno temu, aby miasto wykupiło park w Słocinie z jego pałacykiem z przeznaczeniem na Pałac Ślubów, bo okazja wesel to najlepszy marketing dla miasta. Nie udało się. W konsekwencji, jak doniosły media, park z pałacykiem dostał się w ręce „Piotrusia Pana”, czyli w prywatne ręce. Nic nie słychać w przedmiocie budowy linii kolejowej do lotniska Jasionka, gdy słyszy się o szybkim rozwoju lotniska w Lublinie. Wiele miast wojewódzkich rozwija infrastrukturę szynową, a Rzeszów nawet nie prowadzi stosownych studiów w tym temacie. Wielką sprawą stała się strefa ekonomiczna w Jasionce stworzona kilkanaście lat temu przy pomocy miasta. Słyszy się, że zainwestowano tam ponad dwa miliardy euro w najwyższe technologie. Dotyczy to kapitału obcego i rodzimego. Zaniechaniem dla Rzeszowa jest nieprzyłączenie tych ważnych terenów do miasta. Postulowałem ogólnowojewódzką debatę w tej sprawie. Nie doszło do ugody w tak ważnej sprawie przyłączenia gminy Trzebownisko bądź jej części do Rzeszowa. Na tzw. salonach plotkują, że zaważyły ambicje, kto ma być „ojcem chrzestnym” tego ważnego wydarzenia. Sądzę nieodmiennie, że jest to sprawa nieunikniona i niezbędna dla miasta i województwa. Nie wiadomo, co stanie się z pomnikiem Czynu Rewolucyjnego. To wstydliwa hucpa obecnej władzy burzenia pomników. Byłem w swojej rodzinnej gminie i osiemdziesięcioletni sąsiad z moich Szklar zapytał mnie, dlaczego zburzono pomnik w Hyżnem. Przytoczył mi genezę jego powstania, jak to kombatanci składkami i zabiegami doprowadzili do budowy pomnika. Przecież upamiętniał AK-owców i BCH- -owców. Innych w tym rejonie w podziemiu nie było. Przytaczał, jak to wiózł swego teścia działacza podziemia BCh, na jego otwarcie. Było mi głupio. Nie umiałem składnie tego wytłumaczyć. Stamtąd pochodzi pani wojewoda Ewa Leniart, była doktorantka IPN. Byłbym wdzięczny, aby takie wytłumaczenie do tej społeczności trafiło.

To tylko przykłady spraw, o które w swoich artykułach zahaczałem. Z żalem mogę powiedzieć, że brakuje mi otwartej debaty społecznej. Ścieranie się stanowisk to sedno demokracji. Odnoszę wrażenie, że każdy, kto ma inne stanowisko, szczególnie wobec przedstawicieli władzy, jest wrogiem. Przez to staliśmy się dwulicowi. Gdzieś tam głęboko skrywamy prawdziwe zdanie w sprawie. Na pewno to eksploduje. Podziwiam w debacie naród żydowski, np. Kneset, czyli izraelski parlament, który jest miejscem niekończących się sporów, ścierania się poglądów. U nas parlamentaryzm zasadza się na tym, jak opozycję odsunąć od debaty, od możliwości wypowiedzi.

Zatem u nas w miesięczniku nie bójmy się wyrażać swoich poglądów nawet najbardziej ekscentrycznych. Wypowiedź jest zawsze wyrazem troski w sprawie, choćby była trudna dla adresata.

 Edward SŁUPEK,

przewodniczący Rady Programowej Stowarzyszenia Nasz Dom Rzeszów

Rażąca niewdzięczność

Dlaczego Polacy nie lubią (?) Żydów

Piotr Wysocki w zakończeniu Salonu warszawskiego (scena siódma III cz. Dziadów Adama Mickiewicza) wypowiada następujące słowa: „Nasz naród jak lawa/ Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa/ Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi […]”. Charakteryzują one bardzo obecną sytuację naszych polskich relacji w stosunku do narodu żydowskiego.

Trzydzieści lat temu doszło do przymusowej emigracji wielu Żydów z Polski po protestach akademickich spowodowanych „zdjęciem z afisza” w Teatrze Narodowym w Warszawie inscenizacji Dziadów w reżyserii Kazimierza Dejmka. Wcześniej w czerwcu 1967 r. Władysław Gomułka, ówczesny I sekretarz PZPR, wygłosił antysyjonistyczne przemówienie po tzw. wojnie sześciodniowej Izraela z Arabami, potępiając agresora – Izrael. W wyniku splotu tych okoliczności przymusowo wyemigrowały do Izraela tysiące Żydów z polskim obywatelstwem. Nigdy Żydzi tego faktu Gomułce nie wybaczyli jako inicjatorowi ich exodusu z Polski, głosząc klątwę, że historia nie będzie wzmiankować jego żywota.

Wcześniej, tuż po II wojnie światowej, mówiło się, że Sowieci wprowadzili w Polsce żydokomunę. Wynikało to z faktu, że większość aparatu represji i ważnych stanowisk w powojennym PRL-u do 1956 r. stanowili Polacy pochodzenia żydowskiego zainstalowani u nas przez Związek Radziecki. Pokrótce można stwierdzić, że osadnictwo Żydów w Polsce to około siedem wieków. Przeszli przez prawie całą Europę od Hiszpanii poprzez Francję i Niemcy, doznając z jakichś powodów represji od tych narodów, aż u nas znaleźli spokojne osadnictwo skończone Holocaustem zgotowanym im przez Niemców. Wcześniej wszędzie byli fizycznie eksterminowani i prześladowani. Jedynie nam Polakom jako tako udało się z nimi współzamieszkiwać, tworząc poprawne relacje – umożliwiając rozwój, kształcenie, rodzaje autonomii religijnej. Nie można Polsce, jako organizmowi państwowemu, w żadnym wieku przypisać form eksterminacji Żydów.

Dziwne były to relacje między nami. W polskiej codzienności liczył się honor, ideał państwowości, u nich – w naszym przekonaniu – pieniądz, posiadanie kluczowych instytucji, gdzie on się kręci, jak karczma czy handel. Stąd szybko zaczęli się bogacić, przy naszym ówczesnym prymacie honoru nad gospodarką i materialnością. Posiadając dobra, stworzyli obraźliwe pojęcie „goja”, który za pieniądze musiał im służyć. Powiedzenie „polskie ulice, żydowskie kamienice” najbardziej charakteryzowało ten stan rzeczy. Przy takim podejściu i tolerancji z naszej strony dorobili się ogromnych majątków. Zostali posiadaczami ziemskimi, a także dla nas bankierami. Wiele rodów na ich rzecz straciło majątki. W latach trzydziestych jak najbardziej demokratycznie w owładniętych biedą Niemczech dochodzi do władzy Hitler. W programie wyborczym zapowiada wypędzenie, „załatwienie” Żydów. Przy powszechnej akceptacji Niemców doprowadza do pozbawienia Żydów majątku, wypędzenia, eksterminacji w obozach. Po rozpętaniu II wojny światowej zapowiadaną eksterminację fizyczną narodu żydowskiego z niemiecką bezwzględnością i pedanterią organizacyjną realizuje w okupowanej Europie. W okupowanej Polsce Niemcy są szczególnie bezwzględni dla nas i Żydów. Za jakąkolwiek pomoc i ukrywanie Żydów groziła śmierć. Z przekazu rodziców, którzy przez dwa lata pomagali ukrywającemu się Żydowi w czasie wojny, wiem, że pojmali go Niemcy. W czasie przesłuchania przez SS tłumaczem był Polak, granatowy policjant. Żyd z detalami zaczął „sypać” na rodziców i innych sąsiadów, którzy mu pomagali przeżyć. W jakiś sposób policjant tego nie przetłumaczył, tylko doprowadził do zmasakrowania przesłuchiwanego, aby ten nie mógł zeznawać.

Okropna scena, możliwa tylko w takich wojennych sytuacjach życia i śmierci. Przy jej bezwzględności nie będę się silił na jej atomizowanie. Tylko z przekazu wiem, że Żydzi nie przejawiali wdzięczności wobec Polaków, wiedząc, że ujawnianie faktu pomocy wobec nich skutkuje śmiercią Polaka. W czasie wojny, którą puentuję jako czas bez zasad, w rozumieniu zasad moralnych wypracowanych przez ludzkość.

Wojny we wszystkich narodach ujawniają najbardziej podłe charaktery i zachowania. Dotyczy to nas, Polaków, i innych bez wyjątku. Dlatego medialne ataki na Polaków przy ogromnych przykładach pomocy z naszej strony dla ratowania Żydów są nieuprawnione. Ogromne możliwości kapitałowe Żydów sprawiają, że poważne media światowe są w ich posiadaniu. Dominują w przemyśle filmowym, który poprzez utwory manipuluje historią Holocaustu. Tworząc państwo Izrael, opierali się Żydzi na kadrach wykształconych w Polsce, jak Begin czy Mosze Dajan – polskich oficerach opuszczających armię Andersa. Tworząc z „niczego” państwo Izrael, uczynili to, wykorzystując polską wiedzę o armii, o rolnictwie – wszystkich dziedzinach niezbędnych dla istnienia państwa.

Kneset, parlament żydowski, zastanawiał się w 1948 r., czy polskim nie uczynić języka urzędowego. Establishment Izraela przez wiele lat od 1948 r. „myślał” i tworzył państwo Izrael, korzystając z wiedzy wywiezionej z Polski. Podziwiamy Żydów za ich osiągnięcia, ale razi ich niewdzięczność w stosunku do Polski wyrażana szczególnie w mediach i swoisty atak medialny za ustawodawstwo mające nas chronić przed kłamstwami w stylu „polskie obozy śmierci”. Podobnie napastliwie Żydzi zachowywali się w stosunku do Szwajcarów, wymuszając na nich pożytki z lokat po zmarłych w Holocauście Żydach. Napad medialny Szwajcarzy wytrzymali jeden tydzień. Mamy duży, jak sądzę, sentyment i estymę do Żydów, bo choćby dzieci naszego premiera Morawieckiego uczyły się w Zespole Szkół Lauder-Morasha w Warszawie. W pamięci naszych rodzin przechowuje się dużo opowieści o koegzystencji z Żydami przez wieki przekazanych przez naszych dziadków. Skąd zatem odczuwana rażąca niewdzięczność do naszego narodu? Być może przyczyną „nielubienia” jest podnoszona przeze mnie owa rażąca niewdzięczność tak zajadliwie manifestowana światu.

Edward SŁUPEK

Pomnik niezgody

Józef Piłsudski na placu Wolności w Rzeszowie

Nie odpuszczam! Jeszcze raz apeluję o rewizję i unieważnienie uchwały Rady Miasta Rzeszowa o budowie pomnika Józefa Piłsudskiego, co ma być ukoronowaniem obchodów 100-leciaodzyskania niepodległości w centralnym punkcie Rzeszowa, jakim jest plac Wolności. Cieszę się, że mam w tym względzie, jak donosi prasa, zacnych stronników. Przewodniczący rady Andrzej Dec zaproponował po wysłuchaniu zdań historyków, aby w miejsce kontrowersyjnego pomnika Piłsudskiego postawić monument „ojców polskiej wolności” z 1918 r., gdyż jak twierdzi „ojców było więcej, a zasługi marszałka Piłsudskiego nie są tak wielkie, jak to od czasów II Rzeczypospolitej sugerują jego zwolennicy”.

Sprawa wydaje się przesądzona, gdyż w prasie dyskusja toczy się o wycinkę drzew przy placu Wolności, bo przedstawiciele miasta tak ukierunkowali społeczeństwo w wypowiedziach prasowych. Jest to uwłaczająca manipulacja i spłycenie sprawy, jakoby problemem była wycinka drzew, czyli sprawa zieleni. Dziwi mnie także panegiryk pióra samego redaktora naczelnego „Echa Rzeszowa” Zdzisława Daraża o Józefie Piłsudskim ,poparty repliką czytelnika co do mojego stanowiska w sprawie Piłsudskiego. Jest nawet wzmianka dotycząca wypowiedzi świętego Jana Pawła II na temat marszałka. Tutaj dodam znane fakty o Piłsudskim i jego dwukrotnej zmianie wyznania dla zawarcia licznych małżeństw, czym naraził się Kościołowi. Panegiryk jest napisany w stylu uwielbienia czci marszałka, jaką zakładała specjalna ustawa sejmowa sprokurowana przez sanację po śmierci Piłsudskiego w maju 1935 r. w oparciu o wykorzystanie zapisów Konstytucji kwietniowej, która wprowadziła dyktatorskie rządy zwane sanacyjnymi. Notabene obóz sanacyjny dla umiłowania marszałka i dla niego uchwalił dyktatorską konstytucję.

Tworzenie mitu marszałka to organizacyjny fenomen jego kamaryli. Sam zażycia o to zadbał, niszcząc kompromitujące wzmianki o sobie. Wszystkie ewentualne takie zapisy, stawiające w niekorzystnym świetle Piłsudskiego, zatrzymywała cenzura. Pod pretekstem nieoddawania czci i honoru pierwszemu marszałkowi Polski specjalne bojówki piłsudczykowskie zaczęły na własną rękę wymierzać sprawiedliwość. Ich ofiarami stawali się często dziennikarze ciężko pobici, jak redaktor naczelny „Rzeczpospolitej” Stanisław Stroński i inni. Szczególnie dbano o usunięcie z przestrzeni publicznej faktu załamania psychicznego marszałka przed bitwą warszawską i jego wyjazd do kochanki do Bobowej koło Tarnowa, co dowodzi historiografia.

Polska historia jak każda jest niejednoznaczna. Na pewno potrzebujemy wzorców i bohaterów. Ale nie będzie to pedagogiczne robienie z ewidentnego zamachowca stanu z 1926 r. wzoru dla potomnych. Są zapomniani bohaterowie tamtych lat, jak choćby kapelan legionów ksiądz płk Józef Panaś z naszego regionu, zamęczony we Lwowie przez bolszewików. W czasie mszy upamiętniającej poległych w czasie zamachu majowego w 1926 r. w kościele garnizonowym w Warszawie, widząc pychę piłsudczyków, zerwał z piersi wszystkie odznaczenia i cisnął nimi o posadzkę pod nogi gen. Orlicz-Dreszera jako protest przeciwko rozlewowi krwi bratniej w czasie zamachu majowego. Praktycznie wszyscy przeciwnicy zamachu majowego zostali poddani represjom do wybuchu II wojny światowej. Procesy w Brześciu, Bereza Kartuska, emigracja wielu światłych osób, w tym generałów, którzy przysłużyli się do odzyskania i obrony niepodległości, są przykrą spuścizną kojarzącą się z rządami sanacji.

Nie zaogniając, apologeci Piłsudskiego, pomimo licznych apeli, nie doprowadzili do unieważnienia wyroków z procesu brzeskiego, gdzie skazanym był premier Wincenty Witos. Nie przeszkadza im jednak wykorzystywanie wizerunku Witosa w bieżącej rozgrywce politycznej. Czas na normalne potraktowanie tych tragicznych postaci historycznych. Pokażmy, że niepodległość 1918 r. to dzieło zbiorowe całego narodu. Pokażmy radość z powstania i istnienia wspólnoty narodowej Rzeczypospolitej. Wizerunek marszałka na koniu trąci anachronizmem w XXI w. Dojdzie do niecnych żartów ze szczegółów anatomicznych konia czy kasztanki. Tutaj zasadny byłby głos prezydenta Rzeszowa, doprowadzający w konsekwencji do rewizji uchwały rady miasta. Należy się to poległym, represjonowanym z rąk sanacji, w tym twórcy idei rozgrywki z bolszewikami gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu, szefowi Sztabu Generalnego, zamęczonemu przez reżim sanacyjny dla sprawy zawłaszczenia sukcesu „cudu nad Wisłą” dla Piłsudskiego.

Jak mamy się odnieść do ofiar strajków chłopskich z lat 30. (stu zabitych na Rzeszowszczyźnie), kojarzonych z reżimem sanacyjnym – pamiętając o oprawcach, a zapominając o ofiarach. Nie znam odważnych w Polsce na taką skalę, aby czcić kontrowersyjną postać, zapominając o innych wielkich, którzy doprowadzili wspólnie do odzyskania niepodległości w 1918 r. i jej obrony w 1920 r. Obyśmy nie zostali stolicą wstydu upamiętniania historii.

Edward SŁUPEK