Migracje, sentymentalne pytania i odpowiedzi

Na przykładzie naszego miasta mogę stwierdzić, że co najmniej 80 proc. rzeszowian po zakończeniu II wojny światowej to byli przyjezdni, osoby napływowe. Tutaj przypomina się piosenka warszawska o najpiękniejszych warszawiankach, którymi są… przyjezdne. To już trzecie niekiedy pokolenie przyjezdnych, czyli migrantów po prostu. Co ich (nas) przywiodło do Rzeszowa wiadomo.

Po pierwsze migracja jako konsekwencja zmian granic w wyniku wojny. Najtragiczniejsza z migracji, gdyż związana z opuszczeniem dotychczasowych siedlisk-ojczyzn w wyniku politycznego przymusu. Bez możliwości powrotu. Byli to ludzie niezmierzonej nostalgii z kresów, której symbolem jest umiłowany Lwów. Migrowali jedynie z kulturą, tradycją sytuowaną w pamięci i sercu. Praktycznie nawet bez możliwości odwiedzenia ojcowizny. Tragedia Polaków po ośmiu wiekach bytności polskiego żywiołu na kresach.

Jeszcze trzeba przypomnieć o migrantach z międzywojnia, którzy kojarzeni są z okresem Centralnego Okręgu Przemysłowego; choćby kadra Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego, która po części przybyła z terenów Poznańskiego. Najwięcej nas stanowią migrujący do Rzeszowa po II wojnie – to mieszkańcy wsi Rzeszowszczyzny i miast Rzeszowszczyzny. Adekwatniej byłoby powiedzieć – wywodzący się z województwa rzeszowskiego (nazwa historyczna). Przybyli za lepszym życiem. Rzeszów stwarzał nadzieje lepszego jutra. Zapewne nadzieję ziszczoną. Przybywaliśmy do Rzeszowa najpierw zdobyć wiedzę i wykształcenie. To marzenie pokoleń, aby móc mieć wykształcone dzieci. Gdy sięga się do wspomnień antenatów, to ciężko uwierzyć, że stanowimy niedawne pokolenia wyzwolone od analfabetyzmu. Tutaj
przywołam żydowską sentencję: „Szczęście Izraela to oddech dzieci zdążających do szkoły”.

Przybywając do Rzeszowa, byliśmy pełni obaw, a nawet kompleksów w stosunku do autochtonów czujących się swobodnie, a nawet manifestujących pewien rodzaj wyniosłości w stosunku do przybywających ze wsi i miast spoza. Problemem była gwara, przyniesione przyzwyczajenia; wielu chciało jak najszybciej wtopić się w nowe środowisko, odcinając się od swego miejsca pochodzenia. Ale to była raczej postawa nielicznych. Przybyli przez lata mieli kontakty z miejscami pochodzenia, gdzie pozostali rodzice, rodzina. Tym opisaniem sugeruję o fenomenie Rzeszowa i wielu miast polskich, które stanowią migracyjny tygiel kulturowo-obyczajowy. Fenomenalny tygiel, gdzie migranci z podrzeszowskich i nie tylko miejscowości stworzyli nową świetną kulturę Rzeszowa. Ta nowość kultury polega na tym konglomeracie przyniesionych zwyczajów, zachowań, co składa się na pojęcie kultury. To już sprawa dla badaczy, którzy wykażą, co i kiedy wnieśliśmy do Rzeszowa w sensie wartości określanych kulturą.

Określa się dzisiejszy świat jako „globalną wioskę”, raz poprzez nowoczesne media przynoszące natychmiastową wiedzę o tym, co i gdzie się wydarzyło, a także przez zjawisko migracji. Chciałbym podkreślić, że to ci przyjezdni, owi migranci stworzyli dzisiejszy Rzeszów z jego kulturą, przemysłem, po prostu ukształtowali nowoczesne centrum administracyjno-gospodarcze. Teraz chyba czas na odblokowanie migrantów – obecnie już rzeszowian – aby głośno mówili, gdy jest to stosowne, skąd przybyli! Jest to niezbędne dla kultywowania sag rodzinnych i nie tylko. Zrodzone dzieci, wnuczęta mogą zadawać pytania tożsamościowe: skąd my jesteśmy? Wcale nie chodzi mi o metrykalność urodzenia, a o wartości, które wynikają z migracji.

Tam, skąd przybyłem, była wielka kultura, świetne obyczaje, inny bogatszy patriotyzm, smaki potraw niespotykane nigdzie, unikatowe zapierające krajobrazy i widoki. Słowem wartościowa nostalgia do przekazania następcom, przeradzająca się w legendarną mądrość. Na taki przekaz, podkreślający naszą wartość w tworzeniu Rzeszowa przez migrantów w lwiej części z miejscowości podrzeszowskich, czekają nasi następcy. Zasługują na taki przekaz miejscowości, z których się wywodzimy, bo stamtąd wiele wnieśliśmy do naszego Rzeszowa. Niekiedy nie jesteśmy w stanie uświadomić sobie, jaką mądrość przynieśliśmy do Rzeszowa. Być może mogą być z tego powodu dumne nasze dzieci czy też wnuczęta. Po części w ten sposób możemy odpowiedzieć sobie na tożsamościowe pytanie: skąd i z czym przybyliśmy? Zatem skąd jesteśmy? Jest to niezbędne dla podniesienia tożsamości własnej i naszych rodzin, a także dla uświadomienia sobie bogactwa kulturowego, jakie nas otacza.

Edward Słupek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.