NĘDZA GALICYJSKA

Buntuję się przeciw temu piętnu

Jak zły duch unosi się nad naszym pięknym Podkarpaciem określenie: nędza galicyjska albo zamiennie bieda galicyjska. Autorem piętnującego określenia jest Stanisław Szczepanowski w pracy z 1888 r. Nędza w Galicji w cyfrach. Książka była złożona głównie z cyfr, które miały unaocznić straszliwą biedę mieszkańców tej ówcześnie północnej prowincji austriackiej. Ponoć publikacja została podówczas błyskawicznie sprzedana. Nie zamierzam silić się nad motywacjami i pobudkami tamtej odległej publikacji. Stwierdzę jedynie, że określenie od początku żyje swoim oszczerczym albo piętnującym życiem. Często właśnie takim synonimem jest określane Podkarpacie. Bywa, że wręcz tak jesteśmy traktowani przez tzw. „stolicę”, czyli ogólnokrajowe gremia opiniotwórcze, polityczne i ekonomiczne.

Buntuję się jak mogę przeciw temu piętnu, ale aby nastąpiło całkowite przewartościowanie wrażego pojęcia trzeba pokazać nam sukces, jaki Rzeszowszczyzna osiągnęła od 1945 r., czyli od powstania województwa po zawierusze wojennej, ze stolicą w Rzeszowie. Wzmiankować trzeba sytuację, że u nas najdłużej, w Rzeszowskiem, trwała wojna, bo prawie do 1950 r. A sytuację tę najtrafniej określa tytuł znanej powieści Jana Gerharda – Łuny w Bieszczadach. Nasz sukces polega na stworzeniu sprawnej administracji, infrastruktury drogowo-kolejowej. Powstało też wiele zakładów przemysłowych, których nie wymienię, aby nie irytować się, gdyż przez ostatnie dwudziestolecie wiele z nich przestało istnieć. Miasta, miasteczka, gminy
wypiękniały, stworzyły albo odzyskały odpowiednią tożsamość regionalną. Region przez
całe dziesięciolecia słynął jako kraina przede wszystkim rolnicza, żywiąca kraj i eksportująca płody rolne przetwarzane w licznych przetwórniach.

Wspomnieć należy także od przedwojnia trwającą emigrację za chlebem do Ameryki i bogatego Zachodu. Przez lata analitycy PRL-u i obecni głowili się, skąd największe w Polsce walutowe depozyty są właśnie u nas. Płynące z Zachodu dewizy zostały na pewno dobrze spożytkowane. Widać to w pięknym budownictwie podkarpackim. Śmiem oświadczyć, że w tym zakresie przodujemy w Polsce, nie czując kompleksów także przed wieloma regionami Europy Zachodniej. Powstały piękne wille w terenach podmiejskich, a także w odległych wioskach. Można stwierdzić, że to nasza regionalna specyfika. Odwiedzający ze zdumieniem przecierają oczy, oglądając nasz region, a mając na uwadze „łatkę” biedy galicyjskiej. Szczególnie przez ostatnią łatwą emigrację wiele wizualnie zyskaliśmy, gdyż wzorce z Europy znalazły inspirację w budownictwie i otoczeniu.

Wizualnie, czyli na pierwszy rzut oka, nieźle wyglądamy. Ale trwoży sytuacja, gdzie z żywiciela kraju staliśmy się importerem żywności (więcej konsumujemy niż produkujemy o ok. 1,5 mld zł). Mając takie możliwości, to gospodarczy i ekonomiczny skandal. Niecnym przykładem jest Spółdzielnia Mleczarska w Trzebownisku, nowoczesna i wybudowana znacznym wysiłkiem, która nie ma mleka do przerobu. Po prostu krowy na Podkarpaciu przestały być modne i pewnie psuły krajobraz. Jakoś Szwajcarii i Austrii taka niszczycielska gospodarczo moda nie dopadła. Całe rolnictwo podkarpackie i polskie wymaga uwagi. Ja tylko uważam, że obecna tendencja odwrotu od tego, co czyniono u nas przez wieki, jest błędna. Pilnej uwagi wymaga także przemysł cukrowy, budowany przez prawie 200 lat na naszych terenach, a obecnie w upadku.

Chwalebne jest kształcenie młodzieży, ale na głupotę zakrawa maniakalne kształcenie na kierunkach, po ukończeniu których nie ma pracy. Powstało wiele prywatnych uczelni o kierunkach, które nie wymagają większych nakładów „poza kredą i klasą”, wysysających nasze pieniądze bez szans pracy na Podkarpaciu w wyuczonym zawodzie.

Kiedyś byliśmy i jeszcze jesteśmy zagłębiem firm budowlanych budujących po całym świecie autostrady i wielkie inwestycje. A teraz patrzymy jak wielkie budowle w naszym regionie, np. autostrady, budują obcy. Taka inwestycja zdarza się na 200 lat, i to jeszcze u siebie! Jakoś trudno zrozumieć, że nie powstało konsorcjum firm, które sprawiłyby, że część pieniędzy zostałaby u nas. Takie podejście do sprawy wymaga odpowiedniej podbudowy politycznej, myślenia ponad dzisiejszym grajdołem. Kto to ma uczynić, gdy od czasu Kruczka za PRL nie mieliśmy i nie mamy garnituru polityków na znaczących i przydatnych stanowiskach dla Podkarpacia. Na wstyd zakrawa, że od wielu lat nikt z Rzeszowa nie sprawował funkcji marszałka
czy wojewody.

Szczęście społeczno-gospodarcze nie jest nadawane, ale zależy od rozumu i rozumnej pracy. Dlatego skromnie, korzystając z długowiecznego określenia o Podkarpaciu, dumnie się cieszę z osiągnięć, a smucę dostrzegając przejawy ewidentnej głupoty.

Edward SŁUPEK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.